Istota nauk buddyjskich zawarta jest w tych czterech wersach:

Nie czyń niczego złego,
poświęć się doskonałej prawości
i okiełznaj własny umysł –
oto nauka Buddhy.

Całą Dharmę Buddhy sprowadzić można do wskazówek dotyczących działania na rzecz innych i nieczynienia krzywdy.

Duchowi przyjaciele z tradycji Kadampa powiadali, że w tych dwóch zawierają się wszystkie księgi oraz mniejsze i większe jany. Buddystę znamionują trzy cechy: niekrzywdzenie, przynoszenie pożytku i okiełznanie umysłu. Buddysta to osoba praktykująca Dharmę Buddhy i nie powinien on nikogo ranić, powinien czynnie – bezpośrednio, pośrednio bądź dyskretnie – pomagać innym oraz unikać czynów i słów wyrażanych pod wpływem zaburzających umysł, niegodziwych myśli. Jeżeli pewnym krokiem podążacie ścieżką panowania nad umysłem, zawsze czujnie go strzegąc i pozostając w zgodzie z etyką – najwyraźniej wzięliście sobie do serca, co znaczy być buddystą.

Z ludzkiej perspektywy, a zwłaszcza z punktu widzenia adeptów sfery duchowości, najważniejszym warunkiem wstępnym, otwierającym wrota buddyzmu, jest obudzenie w sobie altruistycznej motywacji. Każda tradycja ma zestaw poglądów, lecz samo ich wyznawanie i zgłębianie nie nasyci umysłu tak, by inspirować nas do niesienia pomocy innym. Bywa wręcz, że owe poglądy budzą zacietrzewienie i przywiązanie. Należy je, rzecz jasna, znać, lecz jeśli kurczowo się ich uczepimy, siła nauk nie przeniknie umysłu i na wiele się one nie zdadzą.

Właściwemu widzeniu oraz altruistycznemu nastawieniu towarzyszyć winny pogoda i spokój umysłu. Posiadanie tych cech, wzbogacone o pogląd właściwy danej tradycji duchowej, umożliwia nam niesienie pomocy zarówno sobie, jak i wielu innym.

Pogląd zatem, jakkolwiek ważny, to jednak nie wszystko.

Wszystkie nasze działania - fizyczne, werbalne czy mentalne - powinny być powodowane pragnieniem wyzwolenia się z cierpienia oraz osiągnięcia szczęścia dla dobra innych lub dla siebie. W oparciu o te dwa należy praktykować bezinteresowne myślenie, co dobrze przysłuży się naszemu umysłowi niezależnie od tego, jaką podążamy ścieżką duchowego rozwoju. Powodowani chęcią nieszkodzenia żadnej istocie, niesiemy – oczywiście, również jako buddyści – wiele dobra innym.

Buddyści mówią o pustce, mahamudrze, dzogczen, praktyka jednak nie wydaje owocu za sprawą li tylko głoszonych poglądów. Jeśli nie wyrastają one bowiem z bodhiczitty – niezrównanej przyczyny osiągnięcia ostatecznego – pompatyczne frazesy typu „pogląd jest pusty” nie przyczynią się do wyzwolenia, wszechwiedzy i Stanu Buddhy. Aby teoria scaliła się z naszymi umysłami, trzeba studiowania i ćwiczeń. Fuzja prawego postępowania i właściwego widzenia może zaowocować dalekosiężnymi skutkami; czy to w kontekscie religijnym, czy społecznym, owo wzajemne dopełnianie cieszy i dobrze służy wszystkim istotom.

Mówiąc najprościej, „wyznawcy religji” to ludzie, których czyny przysparzają światu dobra i szczęścia.

Żadna tradycja duchowa nie jest pierwotna ani nie wyrasta spontanicznie z prawdziwej natury zjawisk czy boskiego nakazu. Istnieje jednak wrodzona potrzeba ludzi do niesienia innym szczęścia i dobra. Z powodu różnorodnych skłonności czujących istot i mnogości poglądów zrodzonych z energii ich umysłów, większość założycieli tradycji duchowych widziała zasadność ich wielości. Taki też jest ich rodowód. Jako adepci jednej z nich powinniśmy pamiętać o tym rodowodzie. Mówiąc najprościej, „wyznawcy religji” to ludzie, których czyny przysparzają światu dobra i szczęścia. Daje im to – w odróżnieniu od innych – wiele siły i odwagi. Jeśli dzięki szczerości intencji i owej sile przyniesiemy otoczeniu dobro i radość, bestialstwo i brutalne konflikty współczesnego świata po prostu znikną.

Jeżeli mamy rzeczywiście praktykować Dharmę, zrozumienie tej prawdy i nasza postawa muszą stać się jednym. Dotyczy to także tych, którzy nie przyznają się do żadnej z duchowych tradycji, bowiem już samo altruistyczne nastawienie przyniesie wielką korzyść zarówno im, jak i ich otoczeniu. A czy to nie jest najważniejsze?

Mówimy o „ostatecznej naturze”, jest ona jednak tak głęboka i rozległa, że pozostaje poza zasięgiem większości z nas. Zgłębiła ją tylko garstka dawnych mistrzów. Spekulować na jej temat może dziś wielu, niemniej prawdziwa praktyka pozostaje domeną nielicznych. Skoro tak, nie mogę tu wykładać dziś najgłębszego znaczenia Dharmy, niemniej zawsze i wszędzie, w każdych okolicznościach, naprawdę warto pamiętać o tym, czym jest tak zwana „Dharma”. Cały czas powinniśmy czujnie przyglądać się umysłowi.

Niektórzy patrzą na Dharmę przez pryzmat własnych upodobań, zapominając o praktyce wyłożonych w niej wartości. Pędzą na oślep, przywiązani do jednego i niechętni innemu. Jeśli są w tym konsekwentni, pewnego dnia taka „dharma” musi stać się trucizną, która niszczy umysł, a ścieżka pożytku i szczęścia zamieni się w ścieżkę szkody. Kluczowo ważna jest więc uważność i unikanie myśli, które burzą spokój. Powtarzajmy sobie niestrudzenie: praca z umysłem to wymóg i skarb.

AK