Życie Dharmą

 


Nauki wygłoszone przez Jego Świątobliwość Karmapę 12-14 stycznia 2009 roku, podczas
27. Mynlamu Kagju w Bodhgai.


Podczas tych wykładów, adresowanych głównie do uczniów z Zachodu, Karmapa nawiązywał do problemów, z jakimi borykają się współcześni świeccy praktykujący i udzielił wielu rad dotyczących łączenia formalnej praktyki z codziennym życiem.


Mamy tu dziś wielu ludzi z różnych krajów, z całego świata. Dane jest nam być razem. Przyjaciele zjeżdżają z rozmaitych państw, środowisk, reprezentują różne style życia. Zebraliśmy się wszyscy, aby rozmawiać o „życiu Dharmą”: o życiu zgodnie z jej zasadami w różnorodnych środowiskach i sytuacjach.

Chciałbym podzielić się z wami moimi doświadczeniami w tej dziedzinie, ale jak wiecie, jestem jeszcze bardzo młody. Nie wiem, czy przeżyłem tyle, by móc być waszym przewodnikiem, postaram się jednak opowiedzieć wam o łączeniu życia z Dharmą.

Zacznijmy od odpowiedzi na pytanie, czym jest Dharma? Większość osób, które próbują praktykować bądź mówią, że to robią, rozumieją ją z reguły jako rytuał, coś co wymaga zaangażowania ciała i mowy, jakichś specjalnych działań. Jeśli tak jest, trzeba znaleźć czas na owe czynności. Mówimy teraz o czymś, co zwykle wydarza się przed ołtarzem i wymaga wygospodarowania czasu specjalnie na tę okazję.

Czytaj więcej...

Wielu ludziom dobrze się żyje i układa z bliskimi. Potem nagle zaczynają interesować się Dharmą. Ponieważ jednak niewiele z niej rozumieją, przystępują do gruntownego przemeblowywania swojego życia. Weźmy choćby wadżry, dzwonki, phurby i najróżniejsze przedmioty, których używamy do praktyki. Znoszenie ich do domu może wytrącić najbliższych z równowagi. Bywa, że burzymy harmonię w rodzinie, robiąc najdziwniejsze rzeczy, które mają rzekomo wprowadzić Dharmę w nasze życie.

Nie wydaje mi się, żeby było to właściwe. Najważniejsze jest życie; musimy zrozumieć problemy, z którymi się borykamy i zabrać się do ich rozwiązywania. Pojąć Dharmę i wykorzystać to zrozumienie do radzenia sobie z trudnościami. Nie musimy wiele zmieniać w naszym dotychczasowym życiu, w relacjach z krewnymi i przyjaciółmi. Chodzi tylko o to, by stawać się lepszymi ludźmi.

Czytaj więcej...

Jednym z najpotężniejszych wrogów spokoju umysłu jest chorobliwe przywiązanie, lgnięcie. Trudno oderwać umysł od czegoś, co wywołuje w nas takie emocje. To ciężka kłoda na drodze do spokoju umysłu. Weźmy na przykład złość – jest z nami czasem, lecz nie zawsze. Natomiast przywiązanie towarzyszy nam bardziej uparcie. Niełatwo się od niego uwolnić, odbiera umysłowi spokój.

Jedno z tybetańskich porzekadeł dobrze ilustruje naturę przywiązania. Dotyczy ono rozgrzanego kubka z ulubioną herbatą. Trzymając go, parzymy sobie ręce, gdy zaś go z nich wypuścimy, upadnie i rozbije się. Rozpaczliwie chcemy uwolnić dłoń, a jednocześnie nie chcemy rozlać herbaty. Podobnie jest z innymi rzeczami, które budzą przywiązanie: z trudem je zdobywamy a potem nie potrafimy ich wyrzucić.

Czytaj więcej...

Wasza Świątobliwość często mówi o łączeniu codziennego życia z Dharmą. Nie słyszałem wykładu o znaczeniu równoważenia praktyki formalnej i odosobnień z przenoszeniem zrozumienia w zwyczajne życie, chciałbym więc zapytać o zdanie Waszej Świątobliwości na temat wagi (bądź jej braku) dłuższych i krótszych odosobnień.

Wszyscy, którzy do mnie przychodzą, nieodmiennie narzekają: Nie mam czasu na praktykę. Co robić? Dlatego powtarzam, że praktykować można w każdej sytuacji. Brak czasu w żadnym razie nie powinien nam tego całkowicie uniemożliwić. Nigdy też nie powiedziałem, że należy poniechać praktyki formalnej. Doskonale, jeśli możecie ją wykonywać. To samo z odosobnieniem. Uważam jednak, że ono jest dla tych, którzy naprawdę pragną znaleźć wewnętrzny spokój zrodzony z pozostawienia w samotności ciała, mowy i umysłu. Podczas prawdziwego odosobnienia zamykamy za sobą drzwi w poszukiwaniu wyciszenia i izolacji.

Czytaj więcej...