Z MEDIÓW POLSKICH I ZAGRANICZNYCH

WYBRANE WYWIADY I ARTYKUŁY O J.Ś. SIEDEMNASTYM KARMAPIE


 

Shambala Sun
styczeń 2010 r.


Uwielbia sztukę, muzykę i komputery, i napisał kilka piosenek. W wieku dwudziestu czterech lat jest głęboko zatroskany ludźmi swego pokolenia i światem, który odziedziczyli. Karmapa zapewnia ciągłość linii kagju i przekaz autentycznych nauk mahamudry.

W poniższym artykule ze stycznia 2010 roku, Barry Boyce pisze, że poglądy tego młodego człowieka pomogą określić buddyzm XXI wieku.

Zarezerwowałem bilet jeszcze tego samego dnia, w którym nagle ogłoszono jego pierwszy przyjazd do Ameryki. Po Dalajlamie i Panczenlamie, Jego Świątobliwość Siedemnasty Gjalwang Karmapa jest trzecim najważniejszym przywódcą duchowym w hierarchii buddyzmu tybetańskiego i tym, który ma kontynuować tę tradycję w XXI wieku. Pozmieniałem swoje plany i pokonałem kilka przeszkód aby pojechać, ale moja krótka podróż była niczym w porównaniu z jego.

W 1999 roku, w wieku czternastu lat, Siedemnasty Karmapa Ogjen Trinle Dordże w niesamowity sposób uciekł z okupowanego przez Chiny Tybetu. Zwrócił na siebie uwagę świata, który od tamtej pory nie spuszcza z niego oczu. Dalajlama ugościł go w klasztorze Gjuto w Indiach i uważa się, że przygotowuje go na swojego następnika, który poniesie dalej jego międzynarodowe przesłanie pokoju, współpracy i ludzkiej życzliwości. Lecz Karmapa stał się jeszcze bardziej interesujący dlatego, że nie boi się wstrząsnąć światem: mówi o środowisku, wegetarianiźmie, roli kobiet, i o tym, jak buddyjskie instytucje powinny dostosować się w tych kwestiach do świata współczesnego. Jego młody wygląd znacznie różni się od starszego oblicza Dalajlamy; Karmapa ma przed sobą jeszcze wiele lat pracy i czas, aby rzeczywiście wpłynąć na świat, w którym żyć będą moje dzieci.

Kiedy siedziałem w przepaścistym Hammerstein Ballroom w samym sercu Manhattanu i czekałem na jego pierwsze publiczne przemówienie w Ameryce, zastanawiałem się jakim jest człowiekiem, czy jego słowa odbiją się echem wśród młodszych pokoleń, i w jaki sposób pogodzi tę starożytną tradycję duchową z troską o problemy współczesnego świata.

Na pierwszy rzut oka można by go ocenić błędnie. Pojawił się w świetle reflektorów i pewnie nie mógł wyłowić nawet jednej twarzy z tłumu trzech tysięcy osób. Wyglądał na swój wiek, czyli dwadzieścia trzy lata, miał atrakcyjną twarz i sposób zachowania, i dociekliwy wyraz twarzy. Oczywiście ludzie byli nastawieni pozytywnie a i tak ich poruszył swoim niewinnym zachowaniem. Nie wyglądał na osłoniętego przed światem solenną rolą duchowego przywódcy. Był malutki w porównaniu do wiszącego za nim na ścianie ogromego wizerunku Buddhy i zanim zaczął mówić byłem pewien, że jest nieśmiały i przestraszony. Czyba każdy tak by się czuł, gdyby właśnie dzień wcześniej przyleciał bezpośrednio z Indii i stanął twarzą w twarz z szumiącym tłumem nerwowo wiercących się Nowojorczyków. Spodziewałem się usłyszeć o mało konkretnych rozważaniach dwudziestokilkulatka, który wiedzie odizolowane i nadzorowane życie, lub ortodoksyjny szczegółowy opis tradycyjnych buddyjskich nauk. Był młody i być może jeszcze nie przystosowany do pełnienia podniosłej roli. Nie miałbym z tym problemu. 

Podczas tych kilku dni, które spędziłem w jego obecności słuchając go, nie trzymał się dogmatów i nie osądzał. Mówił prosto i od serca o własnych doświadczeniach życiowych i pracy z umysłem prawie tak, jak wyraża swoje opinie nowojorski taksówkarz prowadząc jednocześnie samochód.

Ale wtedy, po raz pierwszy w życiu, przemówił do słuchaczy na Zachodzie. Mówił łagodnie i szczerze, ale wcale nie niepewnie, jakby dobrze znał swój umysł. Nie wyglądał na odizolowanego, lecz kogoś, kto dobrze wie jakie prawa rządzą światem i może o tym mówić z autorytetem do każdego, zawsze i wszędzie. Ogjen Trinle Dordże nie grał żadnej roli i nie opierał się na wyuczonych na pamięć retorykach i schludnych doktrynach. Podczas tych kilku dni, które spędziłem w jego obecności słuchając go, nie trzymał się dogmatów i nie osądzał. Mówił prosto i od serca o własnych doświadczeniach życiowych i pracy z umysłem prawie tak, jak wyraża swoje opinie nowojorski taksówkarz prowadząc jednocześnie samochód. 

- Takie pojęcia jak Przebudzenie i przebudzony umysł - powiedział do tłumu - wydają się być tak odległe, że aż stają się bezużetyczne. 

Powiedział, że tak naprawdę powinniśmy się skupić na tu i teraz, pomimo trudności i problemów, nawet w Nowym Jorku, gdzie „ludzie i samochody śpieszą się, gdzie nawet budynki wydają się śpieszyć i rosnąć". Powiedział, że moglibyśmy pomyśleć, iż w takim miejscu nie da się osiągnąć szczęścia i stabilności. Aczkolwiek, na Manhattanie czy też w jaskinii w Himalajach, jedziemy na tym samym wózku. Nawet pośród problemów codziennego życia, bez względu na to czy potrafimy je rozwiązać czy nie, jeśli nauczymy się być obecnymi i świadomymi, „nigdy nie pozwolimy im zburzyć naszego wewnętrznego spokoju".

Duchowy autorytet w buddyźmie tybetańskim spoczywa często w tulku, czyli mistrzach, którzy świadomie odradzają się z zamiarem pomagania innym, tak jak według tej tradycji zrobił też Buddha. Zazwyczaj są rozpoznawani, gdy są jeszcze dziećmi i szkoleni w buddyjskiej filozofii, rytuałach i medytacji aby kontynuować linie przekazu swych poprzedników. 

Do tej pory było siedemnastu Gjalłang (czyli zwycięskich) Karmapów. To oni właśnie są przywódcami linii kagju buddyzmu wadżrajany. Zwana jest też linią „szeptaną", czy też linią praktyki, gdyż skupia się na praktyce medytacji i bezpośredniego indywidualnego przekazu z nauczyciela na ucznia. Jest blisko powiązana z tradycją njingma, szkołą buddyzmu tybetańskiego znaną z praktyki dzogczen, czyli „wielkiego doskonalenia“, i specjalizuje się w starożytnych naukach mahamudry, czyli „wielkiej pieczęci".

Linia kagju sięga ponad tysiąc lat wstecz aż po nieokiełznanego hinduskiego jogina zwanego Tilopą. Przekazał swoje urzeczywistnienie mahamudry swojemu głównemu uczniowi, uczonemu Naropie, który natomiast przekazał je tybetańskiemu tłumaczowi Marpie. Najlepszym uczniem Marpy był żyjący w jaskini asceta i narodowy poeta, Milarepa, którego głównym uczniem był Gampopa, mnich i lekarz, który założył pierwszy klasztor kagju. 

Najważniejszym uczniem Gampopy był Dusum Khjenpa, któremu otrzymał wtedy sekretne imię Karmapa, czyli „uosobienie aktywności Buddhy". Dusum Khjenpa zdecydował, że najlepszym sposobem na zapewnienie kontynuacji tej linii będzie pozostawienie w klasztorze listu z informacjami jak odnaleźć jego następne wcielenie, które po upływie regencji byłoby ustanowione jako głowa linii. W ten sposób Drugi Karmapa stał się pierwszym rozpoznanym tulku i stworzył system podtrzymywania kontynuacji nauk, które rozpowszechniły się w Tybecie. 

To Karmapa sprawia, że linia przekazu tych praktyk pozostaje świeża i nienaruszona, w gruncie rzeczy nie poprzez bycie dobrym przywódcą duchowym – co jest również ważne – lecz poprzez ucieleśnienie ducha i urzeczywistnienia prawdziwego znaczenia mahamudry. Rzeczywistego doświadczenia mahamudry nie da się opisać, aczkolwiek Tilopa przedstawił treściwe podsumowanie: mahamudryczny umysł nie przebywa nigdzie. Mahamudra zwana jest „wielką pieczęcią", ponieważ wszystko co istnieje, dobre i złe, cierpienie i przebudzenie, początek ścieżki i jej realizacja, jest zapieczętowane prawdziwą naturą umysłu, który jest pusty, świadomy i przepojony radością. 

Taka prostota rodzi się z dogłębnego studiowania, instrukcji i praktykowania – przez wieki Karmapowie zdobyli reputację wysoce biegłych mistrzów medytacji o potężnej aurze i namacalnym poczuciu troski o wszystkich, których spotykają. Zanim Szesnasty Karmapa pojechał po raz pierwszy na Zachód, ta reputacja ograniczona była do Azji. Jego wizyty w Stanach Zjednoczonych w 1974, 1976 i 1980 roku były niezwykłymi wydarzeniami, kiedy to duże grupy mnichów i nauczycieli przejechały przez Disneyland, Kapitol w Waszyngtonie, ziemie Indian Hopi, i wiele innych miejsc, dużych i małych. Wielu uczniów, tak jak ja, pokochało wtedy Karmapę za jego ogromne ciepło i radosne usposobienie. Zmarł w wieku pięćdziesięciu siedmiu lat po tym jak spędził ostatnie dwadzieścia dwa lata swego życia poza granicami Tybetu.

Człowiek obecnie znany jako Siedemnasty Karmapa, urodził się w 1985 roku jako Apo Gaga, w biednej rodzinie nomadów w okupowanym przez Chiny Tybecie. W tym czasie tybetańscy mnisi już rozpoczęli poszukiwania następnego wcielenia Szesnastego Karmapy. W 1992 roku, w wieku siedmiu lat i z błogosławieństwem Dalajlamy, Apo Gaga został uznany za tulku Karmapy. 

Po uznaniu chłopca za Karmapę, zamieszkał on w dziedziczonym przez Karmapów klasztorze Tsurphu w Tybecie. Przeszedł przez tradycyjne szkolenia i edukację tulku, jak również nadzorował odbudowę tego prawie całkowicie zniszczonego podczas rewolucji kulturalnej klasztoru. Pomimo pozornego wsparcia rządu, w końcu stało się jasne, że Chińczycy nie dopuszczą Karmapy do nauczycieli i nauk, których potrzebuje, aby pełnić swoją rolę. Postanowił więc opuścić Tybet. 28 grudnia 1999 roku Karmapa, udając, że idzie na odosobnienie, przebrał się za osobę świecką, opuścił klasztor i rozpoczął potajemną i zawiłą podróż – samochodem, pieszo, konno, helikopterem, pociągiem i taksówkami. Siedem dni później przybył do Dharamsali (Indie), siedziby tybetańskiego rządu na uchodźstwie, gdzie przywitał go Jego Świątobliwość Dalajlama. Podobnie jak jego poprzednik, który uciekł z Tybetu w 1959 roku, kolejny Karmapa pokazał się reszcie świata.

Siedemnasty Karmapa jednak zrobił to w znacznie młodszym wieku niż Szestansty. Biegle posługuje się językiem chińskim i szybko uczy się angielskiego. Podczas gdy jego poprzednik uwielbiał ptaki i zdawało się, że potrafi się z nimi porozumiewać, hobby Siedemnastego Karmapy to książki. Uwielbia sztukę, muzykę i komputery i napisał wiele pieśni. Gra w gry komputerowe. W wieku dwudziestu czterech lat jest o pięćdziesiąt lat młodszy niż Dalajlama i głęboko przejmuje się ludźmi swojego pokolenia i światem, który dziedziczą. 

Wszyscy Karmapowie adaptowali się do współczesnej sobie sytuacji na świecie, aby ich nauki były zawsze świeże i aktualne, ale Siedemnasty, który żyje w czasach rewolucji cyfrowej, globalnego kryzysu klimatycznego, i mieszającej się i zacierającej tożsamości kulturowej, musi odnaleźć się w świecie gwałtownych zmian, których jego mieszkający w odizolowanym Tybecie poprzednicy, nie potrafiliby sobie nawet wyobrazić.

Mówił o środowisku („Nie opuścimy Ziemi w potrzebie!"); miejscu kobiet w świecie („Z buddyjskiego punktu widzenia kobiety i mężczyźni są równi“); i działaniach społecznych („To bardzo ważne, żeby Dharma była humanitarna i współbrzmiała ze społeczeństwem, w którym żyjemy“). Więc ludzie zaczęli słuchać. Zamierza wypełnić swoją tradycyjną rolę w celu zapewnienia ciągłości linii i przekazu prawdziwych nauk mahamudry praktykującym w tradycji kagju. Jednakże, chce również przekazać przesłanie wyzwolenia jak największej ilości osób, tak jak zrobił to Dalajlama. Profesor Robert Thurman, przyjaciel i ważny doradca Dalajlamy, który był wśród osób witających Karmapę w Stanach Zjednoczonych, powiedział do mnie: – Niektórzy nauczyciele są tylko zainteresowani siedzeniem na tronie i rozdawaniem duchowych inicjacji lub nauczaniem buddyzmu. Ale wydaje mi się, że ten Karmapa wpłynie na cały świat, nie tylko buddyjski, tak jak zrobił to Dalajlama.

Ale Karmapa zręcznie uchyla się od pytań o sugestie w prasie, że pewnego dnia weźmie na siebie rolę odpowiadającą roli Dalajlamy.

– Ponieważ uznano mnie za ważnego duchowego nauczyciela buddyzmu tybetańskiego – mówi – ludzie, oczywiście, zaczynają snuć takie podejrzenia.

Ale wygląda na zadowolonego z przydzielonej mu roli, którą stara się pełnić najlepiej jak potrafi, zarazem dostosowując się do okoliczności. Dzogczen Ponlop Rinpocze, założyciel Nalandabodhi i ważny uczeń Szesnastego Karmapy, zorganizował jego pobyt w Stanach Zjednoczonych i miał okazję zobaczyć w jaki sposób Karmapa pracuje. Powiedział mi: – Karmapa ustala plan, ale w pewnym momencie sprawy zaczynają się toczyć swoim torem a my się dostosowujemy. Dzieje się coś, co jest poza naszym zasięgiem.

Ostatecznie Karmapa powiedział, że chciałby stać się „przywódcą duchowym XXI wieku", co rok przyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych na dwa miesiące, i dotrzeć nawet do ludzi innych wyznań. Obecnie jest gościem rządu Indii, który konserwatywnie podchodzi do jego planów podróży, więc do tej pory, jego wyjazd do Stanów w 2008 roku był jedynym poza subkontynent indyjski. Jednakże jego klasztor jest otwarty dla zwiedzających, a strona internetowa podaje informacje o tym jak się z nim zobaczyć. Podróżuje również po Indiach, odwiedzając różne zgrupowania i udzielając nauk.

We wrześniu, w międzynarodowym dniu pokoju, Karmapa spędził cały dzień udzielając nauk uczniom, wykładowcom i pracownikom szkoły przy amerykańskiej ambasadzie w Delhi. Wszyscy uczniowie od pierwszej klasy aż po szkołę średnią cieszyli się, że poznają „świętego", i podczas sesji w małych grupach, zarzucali go pytaniami typu jak by się pogodził lub co innego by zrobił, gdyby ktoś go zaatakował. Po latach słuchania buddyjskich nauczycieli, buddyści ze stażem potrafią już przewidzieć jego odpowiedzi na pytania o nietrwałość, cierpienie, medytację, itd. Ale Karmapa umie też zaskoczyć. Gdy rozmawiał z dziećmi i pracownikami szkoły, bacznie wsłuchując się w to, co rzeczywiście czują, udzielał odpowiedzi płynących z seca i opartych na jego własnych doświadczeniach. Jak mówił o „posiadaniu nadziei na przyszłość i wiary, że mogą one przyczynić się do ulepszania świata". robił to z perspektywy własnych uczuć i czerpiąc z własnych doświadczeń. Michele Martin, tłumaczka tybetańskiego i redaktor wielu jego książek, mówi: – Karmapa bardzo dobrze rozumie zachodni styl myślenia. Mówi z własnego punktu widzenia, co jest normalne na Zachodzie, lecz nietypowe u Tybetańczyków. Udziela odpowiedzi w kontekście osoby, z którą rozmawia. Umiejętnie potrafi odnieść się do współczesnego świata, nie tracąc przy tym perspektywy swej wielowiekowej buddyjskiej tradycji.

Kiedy Karmapa udziela nauk publicznie, przekazuje buddyjskie zasady w sposób, który wykracza poza tradycyjne skupianie się na własnym Przebudzeniu, gdyż takie podejście przestało się podobać młodszemu pokoleniu. Poszukuje ono bardziej aktywnych form duchowości, która przestaje przestrzegać dotychczasowego rozdziału polityki i wiary. Wyrażając obawę, że możemy stracić naszą Ziemię, napisał pieśń pod tytułem Życzenia dla świata, którą zaśpiewał po angielsku na filmie w YouTube. Początek jej brzmi:

Ziemio, rodzimy się i umieramy na twym łonie.
Tutaj doświadczamy też nieszczęść i radości.
Od wieków jesteś naszym rodzinnym domem.
Zawsze będziemy Cię cenić i wspierać.

Karmapa dodał powagi tym życzeniom, gdy otwarcie skrytykował klasztory za wycinanie lasów pod rozbudowę i na sprzedaż drewna dla zysku. Niedawno, na tygodniowej konferencji dla klasztorów w sprawie ochrony środowiska, przedstawił zgodną z zachodnimi naukami prezentację o wszechświecie, różnorodności biologicznej oraz ochronie środowiska, używając przy tym skomplikowanych opisów łańcucha żywnościowego. Powiedział również, że efekt motyla w teorii chaosu pokazuje nam jak podobne są wnioski współczesnej nauki i buddyzmu, gdzie wszystko jest wzajemnie powiązane i współzależne.

Buddyjska zasada współzależności nie jest filozofią, powiedział, lecz naczelną zasadą kierującą codziennym życiem na Ziemi. Gdy pojechał do Colorado, jego nauki koncentrowały się na uzdrowieniu środowiska. Powiedział, że „nasze zewnętrzne otoczenie jest najważniejszym warunkiem uzyskania spokoju w XXI wieku". Powiedział, że wszyscy mieszkańcy Ziemi są „artystami tworzącymi lub malującymi świat". Mamy szczęście, że żyjemy w czasach, w których świat się kurczy, ponieważ jest nam łatwiej to zrozumieć.

– Ziemia dała nam tak dużo, warunki, w których możemy żyć – powiedział. – Teraz powinniśmy zastanowić się jak możemy się jej odwdzięczyć.

Na koniec pobytu w Stanach Zjednoczonych, w Seattle, Karmapa zwrócił na siebie uwagę, gdy powiedział, że kraje azjatyckie źle zinterpretowały nauki Buddhy, aby usprawiedliwić system patriarchalny i opresję kobiet.

Na koniec pobytu w Stanach Zjednoczonych, w Seattle, Karmapa zwrócił na siebie uwagę, gdy powiedział, że kraje azjatyckie źle zinterpretowały nauki Buddhy, aby usprawiedliwić system patriarchalny i opresję kobiet. Odmówił komentarza na temat patriarchalnych praktyk na Zachodzie, aczkolwiek stanowczo mówił, że patriarchat „nadal jest problemem na Wschodzie i musi zostać zniesiony". Wielu widzów było zaskoczonych tak otwartą wypowiedzią o tym, co do tej pory było tematem taboo dla wielu nauczycieli buddyjskich. Christine Keyser, buddystka od wielu lat, powiedziała wtedy: – Jawny feminizm Jego Świątobliwości wyraźnie odznaczył go od pokolenia jego poprzednika i pokazał jego egalitarne poglądy, które godzą starożytną buddyjską mądrość ze współczesnymi wartościami społecznymi. Kiedy Szesnasty Karmapa pojechał na Zachód, zabroniono kobietom podawać mu jedzenie, lub nawet chodzić w jego obecności w spodniach. Widok dwóch młodych barmanek podających Jego Świątobliwości kubek kawy ze Starbucksa podczas ceremonii powitania w Seattle podkreślił tę zmianę w pokoleniach. 

Istnieje słowo w języku tybetańskim, danzig, określające ten rodzaj wypowiedzi, jak powiedziała mi Michelle Martin. Oznacza to mówienie bezpośrednio, bez owijania w bawełnę.

Konkretne działania na świecie – jak się żyje i co się robi dla innych – są dla Karmapy tak samo ważne jak i dawanie dobrego przykładu. Stał się wegetarianinem i ogłosił, że klasztory kagju znajdujące się poza Tybetem, przejdą na dietę wegetariańską. Podczas swoich ostatnich urodzin, poprosił buddystów z linii kagju, aby zamiast hucznie świętować, zanieśli ekologiczne kubły na śmieci do pięćdziesięciu organizacji i szkół, i zasadzili drzewa wokół klasztoru, w którym mieszka. 

Chociaż jasno powiedział, że nie jest politykiem więc nie powinien wstąpić na stanowisko rządowe, jest teraz bardziej skłonny rozmawiać o sprawach politycznych. Niedawno, gdy pojechał udzielać nauk w szkole przy amerykańskiej ambasadzie w Delhi, powiedział Times of India, że niektóre z ostatnich prowokujących wypowiedzi rządu chińskiego mogły być spowodowane „rosnącym znaczeniem Indii na świecie i być może Chiny czują potrzebę, aby ten rozwój jakoś zahamować." Odnośnie przyszłości Tybetu powiedział: – Musimy działać szybko… Gdybyśmy mieli czekać jeszcze pięćdziesiąt lat, ryzykowalibyśmy utratę znaczącej części kultury tybetańskiej, której nie da się potem odzyskać.

A gdy jeszcze raz zapytano go o przejęcie roli Dalajlamy, odpowiedział: – Już jestem Karmapą, to jest moja rola, która jest dla mnie wystarczająco ciężka. Niesie ona ogromną odpowiedzialność.

Jednak nie widać, żeby ta odpowiedzialność była dla niego brzemieniem. W Nowym Jorku mówił, że świat i wszystkie nasze troski są ogromnym ciężarem, ale nasz przejrzysty umysł go nie odzwierciedla. Ludzi pociągają nie tylko jego pomysły i sprawy społeczne, lecz także jego niesamowicie lekkie podejście do życia. Słucha przecież hip-hopu na ipodzie. 

Peter Volz, który był odpowiedzialny za godne i należyte ugoszczenie Karmapy w Stanach Zjednoczonych, zauważył, że Karmapa zdaje się nie mieć bagażu kulturowego. Odnosi się do ludzi jak do równych sobie, nie jak nauczyciel do ucznia, duchowny do zwykłego człowieka, itd. Voltz mówi, że Karmapa spędził „prawie całe życie w dwóch małych pokojach w dwóch odizolowanych miejscach, a mimo wszystko błyskawicznie nawiązywał kontakt ze wszystkimi, od oficera ochrony z Departamentu Stanu aż po kelnera w przydrożnej restauracji. To świadczy o osobie nie obciążonej niczym, nawet bagażem kulturowym. Wygląda na zainteresowanego tylko byciem wśród ludzi, nie prawieniem kazań.”

Nie trzyma się tradycyjnych form, gdy nie pasują do sytuacji, na przykład, pozwolił uścisnąć się serdecznie (co jest niesłychanym naruszeniem protokołu tybetańskiego). Nie stawia murów, które często są obecne pomiędzy przywódcami duchowymi i zwykłymi ludźmi. Gdy wyjeżdżał ze Stanów opowiedział o dorastaniu w obowiązku zdobycia należytej edukacji w tak młodym wieku i jaki był zachwycony, gdy ktoś z zachodu przyniósł mu zabawkę. Ale w pewnym momencie zrozumiał, że jego przywiązanie do otrzymywania zabawek jest głupie. Nie potrzebował zabawek. Dla niego prawdziwym szczęściem było przebywanie z ludźmi i robienie wszystkiego co w jego mocy, by przynieść im radość. Mówi, że nie posiada życia osobistego, życia prywatnego, i go nie potrzebuje. 

Ponlop Rinpocze powiedział mi, że Karmapa „nawiązuje kontakt z ludźmi poprzez przebywanie z nimi, nawet jeśli nic nie mówi". Wspomina o tym, jak w San Francisco szukali miejsca, żeby coś zjeść. Wylądowali w restauracji Johnny Rocket’s, jednej z wielu w sieci słynącej z hamburgerów. Jeden z klientów przyszedł z małym dzieckiem. Nagle chłopczyk zaczął płakać i wydzierać się, aż w końcu podszedł do Karmapy, który dał mu balona, zaczął go pocieszać, rozmawiać z nim i klepać po głowie. Wkrótce ojciec chłopca też chciał porozmawiać z Karmapą, więc posiedzieli razem i ucięli sobie pogawędkę. 

– Karmapa rozweselił dziecko, więc i ojciec się rozchmurzył. Ma taki wpływ na ludzi i robi to bez wysiłku – wspomina Ponlop Rinpocze. 

Ojciec i syn nie mieli pojęcia, że rozmawiają z Karmapą, czczonym siedemnastym wcieleniem jednego z największych nauczycieli buddyzmu. 

– Dla nich był zwyczajnym gościem w restauracji.


przekład: Marta Zgagacz