Z MEDIÓW POLSKICH I ZAGRANICZNYCH

WYBRANE WYWIADY I ARTYKUŁY O J.Ś. SIEDEMNASTYM KARMAPIE


 

 

Berlin, 6 czerwca 2014 r.
Wywiad dla radia BBC


Karmapa: Nie słyszałem o żadnej „poprawie” – mamy taką specjalną grupę [skupioną na polepszaniu stosunków z Chinami], której przewodzi Jego Świątobliwość Dalajlama, niemniej obecnie nie przynosi to żadnych rezultatów.

BBC: Czy jest jeszcze nadzieja? Chińczycy robią swoje, pozwalając na rozwój materialny i blokując wszelkie zmiany o charakterze politycznym. Innymi słowy, czyż nie jest tak, że i w Tybecie podnosi się stopa życiowa?

Karmapa: Mam wrażenie, że  [Chiny] chcą poprawić warunki materialne, komfort życia, tak żeby uspokoić ludzi, by powoli zapomnieli oni o polityce, o sprawie Tybetu.

BBC: Wydaje się, że ta strategia działa. Tybetańczycy przyzwyczają się do wyższych dochodów, elektryczności, większych szkół itd. Może w ten sposób zapomną o swoim buddyjskim dziedzictwie?

Karmapa: Myślę, że będzie to trudne. Z jednej strony stawiają na rozwój materialny, ale same warunki zewnętrzne nie dadzą ludziom prawdziwego zadowolenia, bowiem bez prawdziwej wolności religii, bez prawa do choćby zawieszenia zdjęcia Jego Świątobliwości Dalajlamy – Tybetańczycy darzą go niezwykłą wiarą i oddaniem, czego rząd Chin woli nie widzieć – będzie to niezwykle trudne; najwymowniej świadczy o tym fala samospaleń w Tybecie: znak, że Chiny nie potrafią zmusić Tybetańczyków do lojalności.

BBC: Otóż to, chciałem właśnie zapytać o samospalenia. W ciągu ostatnich pięciu lat podpaliło się już ponad stu Tybetańczyków.

Karmapa: Tak.

BBC: Co radziłbyś ludziom, którzy rozważają podjęcie takiej formy protestu?

Karmapa: Uważam, że to bardzo, bardzo smutne.

BBC: Czy zachęcałbyś do takiego kroku, do protestu tego rodzaju?

Karmapa: Nie! W żadnym razie. Wielokrotnie apelowałem, mówiąc, że to nie jest dobra metoda protestu. Już ponad stu ludzi dokonało samospaleń, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu, nie doprowadziło do żadnych zmian. Właśnie dlatego prosiłem Tybetańczyków o zaprzestanie samospaleń! Mogliby przecież wykorzystać swą odwagę w takiej, dajmy na to, sferze edukacji, w celu ochrony własnej kultury, tradycji religijnej – wydaje mi się to właściwsze.

BBC: Czy Tybetańczycy mogą kiedyś chwycić za broń wzorem innych grup – Ujgurów – domagających się lepszego traktowania przez Chiny? Czy to możliwe?

Karmapa: Nauki buddyjskie zachęcają do rozwijania współczucia i działania bez przemocy.

BBC: Są przecież miejsca, w których grupy buddyjskie sięgają po przemoc, na przykład w Birmie, na Sri Lance.

Karmapa: Wiem o tym, wiem.

BBC: Czy może zdarzyć się to w Tybecie?

Karmapa: Trudno, rzecz jasna, spekulować. Ale czuję niepokój. Są już samospalenia. Wprawdzie nie czynią krzywdy innym, niemniej godzą we własne życie. Czasem boję się, że to może być pierwszy krok, preludium przemocy.

BBC: Dalajlama ma siedemdziesiąt osiem lat. Cieszy się ogromnym poparciem na świecie, nie tylko buddystów, którzy życzą mu jak najdłuższego życia. Jak wygląda proces zmian? Sam Dalajlama jest już mniej aktywny, kto więc przejmie od niego pałeczkę?

Karmapa: Dalajlama jest głową, najwyższym autorytetem wszystkich szkół buddyzmu tybetańskiego. Nikt nie może go w tym zastąpić ani przejąć tej funkcji. Jeśli my, Tybetańczycy, stracimy kiedyś Jego Świątobliwość – naprawdę nie umiem sobie wyobrazić, jakie zmiany przyniesie ten dzień.

AK