Z MEDIÓW POLSKICH I ZAGRANICZNYCH

WYBRANE WYWIADY I ARTYKUŁY O J.Ś. SIEDEMNASTYM KARMAPIE


 

Wywiad dla Wisdom Publications, udzielony w lipcu a opublikowany 3 września 2015 r.


Wasza Świątobliwość, ostatnio słyszałem, że pewne osoby otrzymują abhiszeki czy inne przekazy Dharmy przez internet. Ciekawi mnie, co myślisz na ten temat. Czy to jest właściwe?

Aby ocenić, czy [z punktu widzenia buddyjskiej doktryny] takie działanie jest właściwe, musielibyśmy najpierw przeanalizować okoliczności. Biorę pod uwagę fakt, że wielu ludzi nie jest w stanie przybyć na nauki i osobiście w nich uczestniczyć. Czasami więc to jedyny sposób na otrzymanie przekazu Dharmy, abhiszeki i wówczas korzystanie z internetu jest w pełni zrozumiałe. Mamy do czynienia z sytuacją, w której nauczyciel został o tym poinformowany i rozumie zaistniałe okoliczności, a jednocześnie uczeń bardzo pragnie otrzymać dany przekaz, lecz z różnych powodów, finansowych czy innych, nie może osobiście wziąć udziału w ceremonii.

Ale niekiedy dochodzi też do tego, że wiedząc o planowanej transmisji w internecie, ludzie wybierają właśnie ten sposób uczestnictwa tylko dlatego, że tak im wygodniej. Mają możliwość przybycia na spotkanie z nauczycielem, ale idą na łatwiznę. Myślę, że może to być oznaką braku szacunku dla Dharmy. Osoby o takim nastawieniu nie traktują jej zbyt poważnie. Takie podejście nie jest właściwe.

Więc webcasty powinniśmy traktować jak zręczne metody, które mogą być przydatne w pewnych sytuacjach, okolicznościach?

Dokładnie tak. Ale zarazem są rzeczy, które bardzo trudno byłoby przekazać przez internet, jak na przykład święcenia mnisie. Do tego z pewnością niezbędna jest fizyczna obecność nauczyciela.

Ograniczenie relacji międzyludzkich do kontaktów w sieci to coraz powszechniejszy problem, widoczny nie tylko w relacjach uczniów z nauczycielem. Podobnie wyglądają relacje pomiędzy członkami wielu rodzin…

Tak… Takie wirtualne związki nie spełniają swego zadania. Możemy mieć wirtualnego przyjaciela, ale nadal będziemy czuli się samotni. Oczywiście musimy korzystać z różnego rodzaju technologii, ale komunikacja z nauczycielem Dharmy czy przyjaciółmi nie może się do tego ograniczać. Potrzebujemy więzi umysłów, więzi duchowej. Bliskość jest bardzo ważna. Mamy teraz ekrany dotykowe, ale w ten sposób nie dotkniemy osoby.

Wasza Świątobliwość, niedawno wróciłeś ze Stanów Zjednoczonych, więc zastanawiam się czy masz jakieś przemyślenia na temat warunków, które pozwoliłyby Dharmie na Zachodzie rozkwitnąć.

Myślę, że ośrodki Dharmy powinny być silniejsze, bardziej profesjonalne. Mam na myśli to, że tradycyjne buddyjskie wykształcenie nie wystarczy. Potrzebujemy też nowoczesnej wiedzy i metod, które pozwolą lepiej przekazywać Dharmę. Powinniśmy szukać nowych sposobów objaśniania nauk szerszemu, masowemu odbiorcy.

Poza tym ośrodki Dharmy powinny być otwarte na różnych ludzi. Niektórzy są zainteresowani poważnym praktykowaniem Dharmy, a niektórzy nie. Są też tacy, którzy chętnie wysłuchają wykładu, ale wcale nie pragną zostać buddystami. Powinniśmy mieć również taki rodzaj duchowej ścieżki, który można tym osobom zaoferować.

Czyli różne kursy odpowiadające różnym zainteresowaniom?

Zgadza się. Tradycyjnie osoby praktykujące Dharmę dzieli się na trzy kategorie [i każda z nich zakłada wiarę w reinkarnację i zainteresowanie głównie tym, co czeka nas w przyszłym odrodzeniu – dopisek tłumacza, patrz: Siedmiodniowe odosobnienie Cied, dzień czwarty], ale myślę, że teraz powinniśmy stworzyć dodatkową, czwartą kategorię – praktykujących, którzy chcą głównie poprawić jakość swego obecnego życia.

Można powiedzieć, że te osoby nie praktykują religii, są niereligijnymi praktykującymi. Czyli innymi słowy, zachodnie ośrodki Dharmy powinny uwzględniać tego rodzaju zainteresowania. Czy powinny przy tym korzystać z metod buddyjskich?

Tak, gdyż Dharma już dysponuje metodami odpowiednimi dla takich ludzi. Istnieją tego rodzaju nauki, są też sutry pewnych Bodhisattwów, które jasno je przedstawiają. Tyle że w przeszłości koncentrowaliśmy się głównie, jeżeli nie wyłącznie, na osobach, których interesowała głęboka praktyka. Teraz jednak niereligijne podejście staje się coraz bardziej popularne.

Czy te metody nauczania Dharmy, o których wspomniałeś, powinno się stosować zarówno wobec tych niereligijnych, jak i w pełni zaangażowanych adeptów buddyzmu?

Tak. Mam na myśli jedność przekazu, ale wyrażanego w różny sposób.

Wasza Świątobliwość, ostatnio odwiedziłeś wiele amerykańskich uniwersytetów, widzieliśmy Cię przemawiającego na Harwardzie i innych uczelniach. Co myślisz o zachodnim stylu edukacji? Buddyjskie uczelnie klasztorne korzystają z takich metod jak debaty, czy myślisz, że zachodnie szkoły mogłyby z nich korzystać i odwrotnie – czy buddyjskie szkolnictwo mogłoby skorzystać z doświadczeń zachodnich?

Obie strony powinny wymieniać się doświadczeniami i wzajemnie wykorzystywać wypracowane metody. To bardzo ważne. Nowoczesne metody są łatwiejsze i pozwalają szybko pewne kwestie zrozumieć. Ale tradycyjny styl nauczania zmusza do głębszej analizy zagadnienia. Dlatego potrzebujemy ich obu.

W klasztorach jeden tekst studiuje się tygodniami, wchodzi się w temat bardzo głęboko. To masz na myśli?

Tak.

Chciałbym teraz przejść do kwestii pełnych święceń dla kobiet. Myślę, że słuchacze naszych podcastów byliby bardzo zainteresowani Twoimi planami. Czy mógłbyś je przedstawić? Co skłoniło Cię do podjęcia tej decyzji i co obecnie myślisz na ten temat?

Osoby, które jako pierwsze zaczęły rozpowszechniać wieści o tej decyzji, chyba trochę nazmyślały i przedstawiły mnie jako pierwszego tybetańskiego lamę, który chce udzielać pełnych święceń kobietom. Ale to nieprawda. Jego Świątobliwość Dalajlama i wielu [tybetańskich] uczonych badało ten temat już bardzo długo, niemal trzydzieści lat. Chcieli oni głównie znaleźć odpowiedź na pytanie czy udzielanie pełnych święceń kobietom w tradycji winai mullasarvastiwady [praktykowanej w Tybecie] może zostać przywrócone. Jeśli zaś nie jest to już możliwe, to czy moglibyśmy wprowadzić święcenia z innej tradycji winai, nazywanej dharmagupta, która nadal utrzymywana jest w Chinach. Omawiano wiele tego rodzaju zagadnień.

Tyle się o tym mówiło, tyle się nad tym dyskutowało, że w końcu i mnie zaczęło ciekawić. W przeszłości inni Karmapowie mocno się w tę sprawę angażowali. Wygląda na to, że Ósmy Karmapa sam udzielał święceń bhikszuni, wspominają o tym pewne przekazy historyczne. Dodatkowo wielu obecnych przedstawicieli naszej szkoły karma kamtsang – wyżsi rangą nauczyciele, uczeni oraz zwyczajni praktykujący – zaczęli składać na moje ręce prośby, abym umożliwił udzielanie tych święceń. Mówili: Proszę, zrób coś, aby stało się to możliwe. Zatem na to, że zająłem się sprawą złożyło się wiele okoliczności: zaangażowanie Jego Świątobliwości Dalajlamy, historyczne przekazy opisujące święcenia udzielane przez Ósmego Karmapę, prośby różnych ludzi.

Proces udzielania święceń rozpocznie się w przyszłym roku. Rozpoczniemy od udzielania ślubowań wstępnych i specjalnych (pośrednich), które mniszki będą musiały utrzymywać przez okres dwóch lat. Potem będą mogły otrzymać święcenia bhikszuni. A dopiero po dziesięciu latach będą one mogły udzielać pełnych ślubowań innym mniszkom. To długi proces, dlatego chcemy go rozpocząć jak najszybciej. Kiedy go ukończymy, będę już w dojrzałym wieku, a gdybyśmy mieli z tym zwlekać kolejne dziesięć lat, to kto wie, czy dożyłbym takiej chwili.

Chciałbym poruszyć też temat wegetarianizmu. Wspominałeś, że do podjęcia decyzji o zmianie stylu odżywiania skłoniły cię pewne osobiste doświadczenia. Czy mógłbyś o nich opowiedzieć?

W przeszłości wegetarianizm był bardzo trudny dla Tybetańczyków i nadal tak jest w pewnych obszarach kraju. Dotyczy to szczególnie nomadów, takich jak ja, którzy żywili się głównie produktami pochodzenia zwierzęcego. Warzywa nie chciały rosnąć na Płaskowyżu Tybetańskim. Teraz są nowe metody upraw i sytuacja się nieco poprawiła.

Dowiedziałem się jednak, że Karmapowie od Czwartego do Dziesiątego byli wegetarianami. Mieszkali oni w obozie, który przemieszczał się z miejsca na miejsce. Podróżowali po całym Tybecie, zahaczając nawet o Chiny i Mongolię. Do tego obozowiska nie wolno było wnosić mięsa, wygląda więc na to, że wszyscy mnisi byli wegetarianami, chyba że stołowali się na zewnątrz…

Niektórzy Karmapowie byli naprawdę ścisłymi wegetarianami. Nie wolno było przyrządzać mięsa w klasztorach. Z czasem to się zmieniało, ale mimo tego utrzymywała się tradycja, że wegetariańscy mnisi mogli otrzymywać specjalnie dla nich przygotowywane posiłki. Słyszałem, że tak było za życia Szesnastego Karmapy – nawet jeśli tylko jeden mnich nie jadł mięsa, gotowano dla niego osobne potrawy.

Kiedy byłem dzieckiem, nie potrafiłem znieść widoku umierających zwierząt, wciąż pamiętam ten widok. Jesienią przychodził czas uboju i zabijano je przez uduszenie – co trwało bardzo długo. Wiłem się wtedy i płakałem. Za każdym razem, gdy trzeba było uśmiercić kolejne zwierzę, rodzina wymyślała jakiś powód, żebym sobie gdzieś poszedł. Nadal jednak jadłem mięso i je lubiłem. W Indiach jest zbyt gorąco i mięso nie jest tak smaczne jak w Tybecie, co pomogło mi nieco w podjęciu decyzji i jestem wegetarianinem już prawie dziesięć lat. Jednocześnie moje klasztory i ośrodki Dharmy w Indiach, Nepalu, Bhutanie i innych krajach przestały przyrządzać dania mięsne. Nawet w Tybecie klasztory, nawet całe wioski, przestały jeść mięso. Tak radykalne zmiany, oczywiście, nie były moim zamierzeniem, po prostu (kilka lat temu) wypowiedziałem się na ten temat i wszystko samo się potoczyło. Podobno sprzedaż mięsa w Lhasie w ostatnim czasie bardzo spadła.

http://learn.wisdompubs.org/podcast/karmapa-vegetarianism-online-education-nuns-ordination/