Milarepa miał dwóch głównych uczniów: Gampopę (1079–1153), znanego również jako Dakpo Rinpocze, i Reczungpę. Razem obaj opisywani są jako słońce i księżyc, gdyż każdy innym światłem opromieniał jedenastowieczny Tybet. Milarepa nazwał Gampopę uczniem „jaśniejącym jak słońce”, a jego promienna obecność po dziś dzień oświetla linie dakpo kagju, wspólnie noszące jego imię.

Wielki Gampopa na thance z kolekcji klasztoru Palpung

Podobnie jak jego lama Milarepa, Gampopa wyruszył na poszukiwanie Dharmy po tym, gdy doświadczył ludzkiego cierpienia w najskrajniejszej postaci. Urodzony w 1079 roku w Niel w środkowym Tybecie, był najstarszym synem w rodzinie o długiej i chlubnej tradycji. Według wszystkich relacji w młodości wykazywał się bystrym umysłem i dociekliwością. Dostrzegając jego zdolności, rodzina zapewniła mu gruntowne wykształcenie oraz praktykę lekarską, uprawianą przez wielu krewnych. W wieku dwudziestu dwóch lat, już jako znany lekarz, ożenił się i ustatkował. Wkrótce narodziła się też dwójka dzieci: chłopiec i dziewczynka.

W tym okresie życie Gampopy było pasmem sukcesów, zarówno w sprawach osobistych, jak i zawodowych. Pewnego dnia, gdy dzieci były wciąż małe, w okolicy wybuchła groźna epidemia. Jako znany miejscowy lekarz Gampopa przyjął wielu pacjentów, ale jego wiedza medyczna nie sprostała spustoszeniom wywoływanym przez chorobę. Czuł się coraz bardziej bezradny, bo chorzy umierali w cierpieniu jeden po drugim. 

Doświadczenie to wywołało kryzys egzystencjalny u młodego lekarza, który do tej pory pokładał ufność w swoich umiejętnościach, wierząc, że potrafi uleczyć wszelkie dolegliwości ciała. Ale nieuchronności cierpienia i śmierci doświadczył jeszcze boleśniej, gdy epidemia dotarła do drzwi jego własnego domu. Wszystkie leki zawiodły i Gampopa doświadczył tego, czego najbardziej boją się wszyscy rodzice na świecie: śmierci własnego dziecka. Pogrążony w rozpaczy przeniósł zwłoki małego syna na miejsce pochówku, odmówił modlitwy i wrócił do domu. Gdy z ciężkim sercem stanął w progu, zorientował się, że jego córka też zachorowała. Po kilku dniach również umarła. Po raz kolejny Gampopa wziął na ręce martwe ciało swego dziecka – któremu wcześniej ofiarował mnóstwo miłości i z którym wiązał wiele nadziei – i zaniósł w to samo miejsce, gdzie pochował syna.   

Po powrocie do domu Gampopa również u żony dostrzegł pierwsze oznaki choroby. Jej stan szybko się pogarszał – wkrótce zaczęła umierać. Patrzył bezradnie na kobietę uczepioną życia; osłabiona bólem walczyła o każdy dech i nie dopuszczała do siebie myśli o śmierci. W końcu dotarło do niego, że żona opóźnia tylko to, co jest nieuniknione, potęgując tym własne cierpienie. Zapytał, dlaczego tak kurczowo trzyma się życia. Odpowiedziała, że przywiązanie do niego – własnego męża – nie pozwala jej spokojnie opuścić ziemskiej powłoki. Dodała, że jej ostatnim życzeniem jest, by nie zakładał nowej rodziny, lecz resztę życia poświęcił Dharmie. Gampopa odrzekł, że po jej śmierci zostanie mnichem i bez reszty poświęci się praktykowaniu nauk. To uspokoiło umierającą kobietę, jednak aby uzyskać całkowitą pewność, poprosiła męża o przypieczętowanie swoich zobowiązań przysięgą w obecności świadka. Gdy jej prośba została spełniona, umarła w spokoju.    

Po śmierci żony Gampopa zbudował dla niej stupę, pozamykał wszystkie sprawy i opuścił wioskę, by poświęcić życie Dharmie. Jego wyrzeczenie wynikało ze świadomości, że ogólnie dostępna wiedza okazała się ograniczona. Nie wystarczyła, by uchronić najbliższych przed cierpieniem.

Rozpoczął praktykę w odosobnieniu, podczas której odkrył w sobie wielkie zdolności medytacyjne. Uświadomił też sobie, że brakuje mu wiedzy na temat Dharmy oraz osobistych pouczeń, więc udał się do Phenjul, podówczas wielkiego ośrodka studiów i praktyki kadampy.

Od mistrzów kadampy Gampopa otrzymał święcenia mnisie, po czym oddał się studiowaniu największych komentarzy i tantr tej szkoły. Najpierw podjął naukę z Gesze Potałą, a następnie z innymi wybitnymi nauczycielami. Po pewnym czasie postanowił poświęcić więcej czasu na medytację i przeniósł się z klasztoru do pobliskiego miejsca odosobnień. Mówi się, że w tym czasie Gampopa za dnia studiował, a nocą praktykował medytację  ̶ oto jak wielkie było jego zaangażowanie w Dharmę. Doszedł do takiego poziomu, że potrafił utrzymać skupienie medytacyjne nieprzerwanie przez całe trzynaście dni.

Sam dźwięk tego imienia wzbudził w nim tak silne oddanie, że dosłownie stracił przytomność. Intensywność uczuć, jakie przeżywał w tym momencie Gampopa, jest w tekstach porównywana do wrażenia, jakie na młodym mężczyźnie wywiera pierwszy w życiu widok pięknej kobiety.

Pewnego dnia podsłuchał rozmowę trzech wędrowców wychwalających przymioty wielkiego jogina o imieniu Milarepa. Sam dźwięk tego imienia wzbudził w nim tak silne oddanie, że dosłownie stracił przytomność. Intensywność uczuć, jakie przeżywał w tym momencie Gampopa, jest w tekstach porównywana do wrażenia, jakie na młodym mężczyźnie wywiera pierwszy w życiu widok pięknej kobiety. Gdy odzyskał przytomność, wykonał wiele pokłonów i przystąpił do medytacji, ale pomimo zdobytych wcześniej umiejętności nie potrafił usiedzieć spokojnie – tak poruszyła go myśl o możliwości spotkania z Milarepą. Dopiero wieczorem, kiedy ponownie podjął próbę praktyki, jego umysł spontanicznie wszedł w samadhi nieporównywalne do żadnych wcześniejszych doświadczeń. To był tylko przedsmak jego przyszłych medytacyjnych osiągnięć.

Wiedziony pragnieniem poznania Milarepy, Gampopa przebył cały kraj i w końcu dotarł do wielkiego jogina, przebywającego wówczas na zachodnim krańcu Tybetu. W przeciwieństwie do pierwszego spotkania Milarepy z jego lamą, Gampopa został od razu przyjęty w poczet uczniów. Milarepa ogłosił, że ten nowy uczeń rozprzestrzeni nauki linii we wszystkich kierunkach. Wzmocniony doświadczeniami życiowymi, ślubowaniami mnisimi, silnym poczuciem wyrzeczenia i współczuciem nauczanym przez mistrzów kadampy, Gampopa okazał się doskonałym naczyniem, gotowym na przyjęcie wszystkiego, co Milarepa chciał weń przelać. W krótkim czasie pełnemu entuzjazmu i otwartości Gampopie przekazał wszystkie nauki, łącznie z instrukcjami mahamudry. Po tym niespełna rocznym okresie przygotowań jogin uznał, że uczeń jest gotowy i wysłał go na odosobnienie medytacyjne.

Podczas pożegnania Milarepa wyznał Gampopie, że jest pewna ważna instrukcja, której dotąd nie przekazał żadnemu uczniowi. Gdy Gampopa odchodził, jogin zawołał go z powrotem i stwierdził, że jest on jedynym, który zrobi z niej właściwy użytek. Gdy zaintrygowany Gampopa czekał na przekaz nowych nauk, Milarepa odwrócił się do niego plecami i uniósł bawełniane szaty, odsłaniając pośladki, stwardniałe i pokryte odciskami wskutek długich lat intensywnej praktyki. Oto najcenniejsza rada, jakiej mogę udzielić – powiedział Gampopie – medytuj.

Biorąc sobie tę wskazówkę głęboko do serca, Gampopa obiecał, że powróci, by jeszcze raz zobaczyć swego mistrza. Ale po ukończeniu kolejnego górskiego odosobnienia, w drodze powrotnej do lamy, dla którego czuł bezgraniczne oddanie, usłyszał o śmierci Milarepy. Na wieść o tej stracie zapłakał z wielkiego żalu.

Gampopa nie mógł już polegać na kolejnych bezpośrednich pouczeniach guru, który tak skutecznie wspierał go na drodze ku przebudzeniu. Zarazem jednak otrzymał wszystkie przekazy, wskazówki i błogosławieństwa, więc postanowił spędzić życie na praktykowaniu medytacji. Przez siedem kolejnych lat w okolicy nazywanej Rolka praktykował mahahamudrę i inne metody medytacji przekazane mu przez Milarepę.

Następnie przeniósł się do Daklha Gampo, miejsca swej przyszłej głównej siedziby. Tam zapragnął rozpocząć kolejne odosobnienie, tym razem w ścisłym zamknięciu, w zamurowanym pomieszczeniu, które miałoby tylko mały otwór służący do podawania pożywienia. W taki sposób zamierzał spędzić kolejnych dwanaście lat. Zmienił postanowienie dopiero, gdy w jego wizji pojawiła się dakini. Z jej przepowiedni wynikało, że więcej pożytku przyniesie dwanaście lat nauczania Dharmy niż dwanaście lat odosobnienia w zamkniętej celi.

Od tej chwili wielu gesze kadampy, joginów i zwykłych mnichów zaczęło przybywać do Dakhla Gampo po duchowe wskazówki Gampopy. Oprócz własnego urzeczywistnienia i błogosławieństw linii Gampopa mógł zaoferować swoim uczniom coś, czego do tej pory nie posiadał żaden inny nauczyciel: nauki integrujące podejście kadampy z instrukcjami medytacyjnymi mahamudry. Splatając te dwa strumienie, Gampopa stworzył pełne mocy połączenie nauk sutr i tantr oraz bezpośrednich pouczeń prowadzących wprost do przebudzenia natury umysłu.

Gampopa mógł zaoferować swoim uczniom coś, czego do tej pory nie posiadał żaden inny nauczyciel: nauki integrujące podejście kadampy z instrukcjami medytacyjnymi mahamudry.

Od tego czasu jego działalność jako duchowego przewodnika istot i nauczyciela Dharmy zaczęła się dynamicznie rozwijać. Pośród jego wielu urzeczywistnionych uczniów znaleźli się trzej niezwykli mistrzowie z Khamu: Dusum Khjenpa (1110-1193), Phagmodrupa Dordże Gjalpo (1110-1170) i Seltong Siogom (ur. w XII w.). Dodatkowo siostrzeniec Gampopy, Lama Gomtsul (Tsultrim Njingpo, 1116-1196), także został nauczycielem Dharmy i po śmierci mistrza przejął prowadzenie jego klasztoru.

W stosunkowo krótkim czasie Gampopa przyciągnął dosłownie tysiące uczniów, a Dakhla Gampo przemieniło się w tętniący życiem ośrodek Dharmy. Nauki Gampopy opierały się na dogłębnej świadomości wszechobecnego cierpienia istot – rozbudzonej w nim po śmierci rodziny. Jednak już sama wielkość społeczności, która zgromadziła się wokół niego, świadczy o tym, że potrafił przekroczyć osobiste doświadczenia i nawiązać duchowy dialog z rzeszą różnorodnych ludzi. Charakterystyczną cechą Gampopy jako nauczyciela była umiejętność przedstawiania prawd Dharmy w niezwykle jasny i przystępny sposób, odpowiedni dla uczniów na różnym poziomie rozwoju duchowego. Jego nauki tryskały świeżością osobistego doświadczenia i urzeczywistnienia, które wciąż można odnaleźć w jego spisanych wykładach. 

Resztę swego życia, do śmierci w roku 1153, Gampopa poświęcił realizacji pragnienia, by inni również znaleźli sposób na przekształcenie własnych bolesnych doświadczeń w źródło powszechnego szczęścia. Dzięki temu promienie jaśniejącego niczym słońce ucznia Milarepy przez kolejne stulecia nieustannie obdarzały świat życiodajnym ciepłem i światłem.


Artykuł pochodzi z publikacji Karmapa: 900-lecie