Naropa (1016-1100) przyszedł na świat w Indiach jako następca tronu. Od dnia swoich urodzin wykazywał się niezwykłymi cechami. Był tak wyjątkowym dzieckiem, że samo przebywanie z nim napawało wszystkich radością i poczuciem niewypowiedzianego szczęścia. Od najmłodszych lat był obdarzony zadziwiającą mądrością i poczuciem głębokiej miłości i empatii dla innych.

Król, królowa i wszyscy dworzanie byli zdania, że najlepszym miejscem do wychowania tak nadzwyczajnego dziecka, będzie klasztor buddyjski. Naropa był jak cenny klejnot, którego nie powinno trzymać się w brudnej wodzie, ale umieścić wysoko na ołtarzu. Nie wypadało, by tak idealna istota przebywała razem ze zwykłymi śmiertelnikami. Dlatego postanowiono, że najbardziej odpowiednim towarzystwem dla młodziutkiego Naropy będzie otoczenie buddyjskich duchownych.

Kiedy przyszedł czas żeby pójść do klasztoru, Naropa był przeszczęśliwy. Z radością rozpoczął studia pod okiem buddyjskich uczonych i uzyskał od nich bardzo wszechstronne wykształcenie. Wkrótce jego mądrość tak się pogłębiła, że przewyższył nią wszystkich swoich nauczycieli. W efekcie stał się jednym z najsławniejszych buddyjskich uczonych tego czasu i wyjechał na Uniwersytet Nalanda, aby tam kontynuować swoją edukację.

W tych czasach zwyczaj indyjski nakazywał, by przedstawiciele różnych tradycji duchowych wzajemnie ze sobą debatowali. Najlepszy uczony ogłaszany był zwycięzcą, a dana tradycja duchowa nadrzędną w stosunku do innych. Setki mędrców z całego kraju ściągało do Nalandy na debaty. Cztery wejścia na teren uniwersytetu, usytuowane w kierunku czterech stron świata, pilnowane były przez specjalnych strażników – 500 światowej sławy uczonych. Naropa był jednym z nich.

Pozycja strażnika północnej bramy dawała mu możliwość codziennego debatowania z wieloma mędrcami, którzy reprezentowali różne tradycje duchowe ówczesnych Indii. Każdego dnia Naropa udowadniał, że jest jednym z największych uczonych tego czasu, czym zyskał sobie dużą sławę.

Któregoś dnia, kiedy czytał w swoim pokoju sutrę, nauki Buddhy, zauważył na podłodze przerażający cień. Natychmiast podniósł głowę znad tekstu, żeby dowiedzieć się do kogo ten cień należy. Ku swojemu zdziwieniu zobaczył, że ma przed sobą brzydką, pomarszczoną i całkowicie bezzębną staruchę. Była tak stara, że bez laski nie była w stanie utrzymać się na nogach.

– Co czytasz? – spytała Naropę.

– Studiuję nauki Buddhy – odpowiedział.

– Czy jesteś w stanie je zrozumieć?

– Tak, rozumiem każde jedno słowo – odparł bez wahania Naropa.

To spowodowało w staruszce wielką radość. Dostała ataku wesołości, zachodziła się ze śmiechu i ekstatycznie tańczyła dookoła Naropy.

W końcu odparła:

– Jakie to szczęście, że taki uczony jak ty chodzi po tym świecie! – i dalej zapytała – To prawda, że rozumiesz słowa nauki Buddhy, ale czy jesteś w stanie pojąć ich ostateczne znaczenie?

Naropa pomyślał, że skoro poprzednia odpowiedź sprawiła starej kobiecie tyle radości i tym razem odpowie twierdząco.

– Tak – w końcu odpowiedział. – Pojmuję też istotę i ostateczne znaczenie nauk Buddhy.

Po tych słowach na twarzy starej kobiety pojawiło się przygnębienie. Upadła i z rozpaczy zaczęła walić pięściami o podłogę.

– Kto by pomyślał, że taki uczony jak ty wie jak kłamać w żywe oczy! – wrzasnęła.

Zawstydzony Naropa zapytał: – Czy istnieje w takim razie ktoś, kto pojął ostateczne znaczenie Dharmy?

– Tak – odpowiedziała bez wahania. – Mój brat Tilopa.

W chwili, kiedy wypowiedziała to imię, serce i umysł Naropy wypełniło uczucie przejmującego oddania, a z oczu popłynęły łzy.

– Gdzie mógłbym znaleźć tego Mistrza? – zapytał. – W którym kierunku mam się udać, żeby go odszukać?

– Mistrza Tilopy nie znajdziesz szukając w konkretnym kierunku czy miejscu. On może być wszędzie. Znajdziesz go tylko wtedy, kiedy będziesz tego pragnął z całego serca, a twój umysł przepełni wiara i oddanie. – To powiedziawszy starucha zniknęła, jak zanika na niebie tęcza.

W rzeczywistości była to Wadżrajogini, jednak Naropa nie był w stanie tego zobaczyć. Ponieważ nie oczyścił jeszcze złej karmy, widział w niej jedynie paskudną starą kobietę. Splamienia umysłu przesłaniały mu jej prawdziwy obraz.

Po tym niezwykłym spotkaniu Naropa poprosił o zwolnienie z pełnienia funkcji opata uniwersytetu. I chociaż był ulubieńcem wszystkich przełożonych i uczonych, postanowił opuścić Nalandę w poszukiwaniu Tilopy.

Z niesłychaną tęsknotą w sercu, wyruszył by odnaleźć swojego Mistrza.

Po drodze wielokrotnie doświadczał głodu i palącego pragnienia. Nie rozpieszczały go też żywioły. Był jednak tak zdeterminowany, że żadna napotkana przeszkoda nie była w stanie go powstrzymać. Nieprzychylne okoliczności, z jakimi spotykał się po drodze, znane są dziś jako „dwanaście budzących lęk doświadczeń Naropy”.

Dwanaście razy natrafiał na wściekłe psy, dzikie bestie, trujące węże, przerażające kobiety i inne mrożące krew w żyłach sytuacje. Jakkolwiek potrafiły przerazić go na śmierć, był nie do powstrzymania. Przeciwnie, za każdym razem kiedy stawił opór przeciwnościom, z nieba rozbrzmiewało coś na kształt aplauzu, jakby dodając Naropie pewności, że to czego właśnie doświadczył było namacalną manifestacją jego Guru i że z każdą chwilą przybliżał się do Niego.

Po tych ciężkich przeżyciach Naropa dotarł w końcu do wioski. A tam,  jakby z nieba, usłyszał słowa:

– Niedaleko stąd jest Mistrz, którego szukasz. Miej wiarę i zaufaj mu.

Podekscytowany tą wiadomością zaczął pytać o Niego każdego kogo spotkał. Nikt w wiosce o Mistrzu Tilopie jednak nie słyszał. Powiedziano mu jedynie, że niedaleko stąd, nad rzeką mieszka ubogi rybak o tym samym imieniu.

Czy Mistrz miał okazać się zwykłym rybakiem? Przypomniał sobie ostatnie wydarzenia, „dwanaście budzących lęk doświadczeń” i aplauz, który słyszał za każdym razem, kiedy uporał się z przeszkodą. Mądrość podpowiadała mu, że wszystkie one były przejawieniem samego Guru. Wiedział, że w pełni urzeczywistniony Mistrz może przybrać każdą postać. Jeśli zobaczy Tilopę jako rybaka, to tylko ze względu na swój nieczysty i ograniczony umysł.

Nie wahając się już dłużej, z oddaniem i wiarą w sercu ruszył w stronę rzeki na spotkanie z Mistrzem. Ujrzał Tilopę zajętego złowionymi wcześniej rybami. Widział jak pstrykając palcami przenosił świadomość każdej ryby do czystej krainy. Po czym odgryzał im głowy, a ciała układał na piasku do wysuszenia, żeby później zabrać je na targ i sprzedać.

Naropa pokornie się pokłonił i poprosił Mistrza, aby ten przyjął go na ucznia. Tilopa najpierw trzykrotnie zmierzył Naropę od stóp do głów i powiedział:

– Z której strony bym na ciebie nie spojrzał, wydajesz się pochodzić z wyższych sfer. Wyglądasz jak arystokrata, mówisz jak arystokrata, a prosisz o to, żeby uczyć się u prostego rybaka. Tak nie może być! – powiedział i odwrócił się, żeby odejść.

Zdesperowany Naropa przywarł do Mistrza i bez jakiegokolwiek wstydu czy zażenowania błagał Tilopę raz jeszcze, żeby się zgodził. Tym razem Mistrz nic nie odpowiedział i odszedł.

Naropa rzucił się więc za nim. Jednak bez względu na to jak szybko biegł, chociaż Mistrz wydawał się iść powoli, nie był go w stanie dogonić. Widział go przed sobą, ale w żaden sposób nie mógł się do niego zbliżyć. W tym czasie w Indiach było sucho i upalnie. Zmęczony, głodny i spragniony Naropa pozostał w tyle.

W końcu jednak zobaczył Mistrza siedzącego na wysokim klifie. Ponownie mu się z oddaniem pokłonił i trzeci raz powtórzył swoją prośbę.

– Jeżeli rzeczywiście tak bardzo zależy ci na tym, żeby otrzymać ode mnie nauki, to bez wahania skocz z tego klifu! Tylko wtedy będziesz w stanie zrozumieć jak ważne jest bezwarunkowe wykonywanie poleceń Mistrza – powiedział Tilopa.

Naropa bez dłuższego namysłu skoczył z klifu. Kiedy upadł na ziemię, wszystkie jego kości połamane były w wielu miejscach.

Tilopa zszedł na dół do niego.

– Czy czujesz ból? – zapytał Mistrz.

– Ten ból mnie zabija! – odpowiedział ledwo żywy.

W ten sposób Naropa otrzymał swoje imię. („Na” po tybetańsku znaczy „ból”, „ro”– „zabijać” – a „pa” tworzy ze słowa rzeczownik.)

Wtedy Tilopa delikatnie dotknął jego ciała, a wszystkie kości naraz się zrosły i Naropa w jednym momencie wyzdrowiał.

Po tak dramatycznym doświadczeniu Naropa poprosił Mistrza o naukę, która by przenikała istotę rzeczy.

– Twój umysł nie jest jeszcze na tyle czysty, żebyś mógł otrzymać instrukcje o jego naturze! – odparł Mistrz. Po czym z gniewną miną zdjął z nogi drewniany sandał i z całej siły przyłożył nim Naropie w twarz, tak że ten z miejsca zemdlał.

Kiedy odzyskał przytomność, jego umysł dorównywał urzeczywistnieniu Mistrza. W ten niekonwencjonalny sposób Naropa osiągnął najwyższe Przebudzenie.

Po tym incydencie Tilopa znacznie złagodniał. Ze srogiego i pełnego gniewu Mistrza stał się dobrotliwy i pełen miłości dla swojego ucznia. Teraz mógł już wytłumaczyć Naropie, dlaczego wcześniej wydawał się taki surowy.

– Fakt, że musiałeś przeze mnie przechodzić przez tyle przykrych doświadczeń wcale nie znaczy, że chciałem być dla ciebie okrutny – tłumaczył.– To było niezbędne, bo sam nie byłbyś w stanie oczyścić swojej karmy. Tylko dzięki trudom, jakie napotkałeś po drodze, zła karma – która uniemożliwiała ci urzeczywistnienie ostatecznej natury umysłu – mogła zostać usunięta. Dzielnie przez to wszystko przeszedłeś. Nigdy, nawet na chwilę, nie zwątpiłeś we mnie i nie rozwinąłeś żadnych błędnych poglądów. Odważnie stawiałeś czoła przeciwnościom losu i gorliwie wykonywałeś wszystkie polecenia. W ten sposób byłeś w końcu w stanie przezwyciężyć sprzeczne emocje, oczyścić karmę i doświadczyć natury umysłu.

Historia Naropy przypomina życie jogina Milarepy – gdyż obaj na swej duchowej ścieżce poddawani byli ekstremalnym próbom. Wyzwania, jakim musiał sprostać Naropa, były bardziej intensywne ale krótsze, natomiast trudności Milarepy ciągnęły się latami.

Można by się zastanawiać, czy takie ciężkie próby niezbędne są do tego, żeby osiągnąć Przebudzenie. Weźmy za przykład metalową wazę, którą z czasem pokryła rdza. Żeby się jej pozbyć nie wystarczy miękka ścierka i delikatna dłoń. W ten sposób nie będziemy w stanie doczyścić rdzawych plam. Usuniemy je dopiero wtedy, gdy użyjemy szorstkiej substancji, twardszej niż sama rdza.

Podobnie jest ze złą karmą, która przesłania nam prawdziwą naturę umysłu.

Przebudzenia nie osiągniemy, kiedy nasz nauczyciel będzie dla nas przesadnie miły. Surowość na ścieżce duchowej jest niezbędna.

Nie pozbędziemy się jej samą delikatnością i łagodnością, a Przebudzenia nie osiągniemy, kiedy nasz nauczyciel będzie dla nas przesadnie miły. Surowość na ścieżce duchowej jest niezbędna. Jeżeli nauczyciel pozwala uczniom na lenistwo, bo ma zbyt miękkie serce, uczniowie nie będą w stanie dostrzec swoich wad, ani ich oczyścić. Ostrość i stanowczość nauczyciela jest nam bezwzględnie potrzebna.

Po tym jak Naropa osiągnął pełne Przebudzenie, dorównując w tym swojemu Mistrzowi, Tilopa zapewnił go, że już zawsze będą nierozłączni. Że tak naprawdę nigdy nie byli od siebie oddzieleni, ani w przeszłości, ani w teraźniejszości, i już na zawsze będą jednością.

Tilopa i Naropa stali się sławni na całe Indie. Byli tak znani jak znane są wszystkim słońce i księżyc. Wsławili się wielkim urzeczywistnieniem umysłu, mądrością i głęboką wiedzą. Tilopa i Naropa wielokrotnie nauczali, czyli obracali Kołem Dharmy we wszystkich możliwych kierunkach.


Tekst opracowany na podstawie wykładów Khenpo Karthara Rinpocze „The life of Naropa” opublikowanych na stronie KTD, www.kagyu.org.

przekład: DT