
Wiosenne nauki 2025 – Pięćdziesiąt strof o guru – Dzień dziewiąty: Guru jako tożsamy z Wadżradharą
23 grudnia 2025
Abhisambodhi Wajroczany: Nauki Siedemnastego Gjalłanga Karmapy przed 40. Mynlamem Kagju
5 marca 202613 kwietnia 2025
Jego Świątobliwość rozpoczął od przypomnienia co do tej pory zostało objaśnione. W tekście Pięćdziesiąt strof o guru jest osiem punktów dotyczących tego, jak należy okazywać szacunek guru i teraz kolej na omówienie punktu trzeciego i czwartego. Lecz wykład zaczął się od dygresji. Po pierwsze Jego Świątobliwość przytoczył omówioną ostatnio strofę:
To właśnie Guru obdarza nas
siddhi, wyższymi odrodzeniami i szczęściem.
Więc rób wszystko, co możesz,
by nie sprzeciwiać się jego poleceniom. (strofa dwudziesta piąta)
Omówienie Gjalłang Karmapa rozpoczął od przyjrzenia się instrukcji: „Więc rób wszystko, co możesz, by nie sprzeciwiać się jego poleceniom.” Jako pierwszy przykład Jego Świątobliwość przytoczył historię Reciungpy i Milarepy.
Reciungpa spędził ze swym guru najwięcej czasu, więcej niż Gampopa. Były jednak sytuacje, kiedy zapewne nie do końca słuchał wskazówek nauczyciela, co ukazuje nam historia o rogu. Jednak teraz Jego Świątobliwość zamierzał opowiedzieć inną historię, z okresu, kiedy Milarepa na życzenie Reciungpy opowiadał mu o swoim życiu. „Jest to historia miłosna.”
Kiedy Milarepa przebywał w Drophug, a Reciungpa w jaskini powyżej, zebrało się wielu uczniów, bracia i siostry w Dharmie, patroni i sponsorzy. Rozpoczęły się nauki i zgromadzenie się poszerzyło. Wówczas jidamy oraz dakinie guru zainspirowały Reciungpę poprzez znaki w snach, by bardzo gorąco poprosił Milarepę o opowiedzenie historii swego życia.
Gdy to uczynił, Reciungpa powziął wielkie pragnienie, by udać się do Tybetu centralnego. Wówczas niektórzy z patronów mówili: „Syn, który powrócił z Indii, jest jeszcze bardziej wyjątkowy niż ojciec.” Młodsi patroni, szczególnie kobiety, udawali się na spotkanie z Reciungpą, a starsi odwiedzali Milarepę. Pewnego razu, kiedy przybyli z darami zarówno dla Milarepy, jak i Reciungpy, Czcigodnego Ojca i Syna, złożyli wspaniałe dary Reciungpie, lecz niewielkie Milarepie. Reciungpa wówczas o tym nie wiedział. Pomyślał sobie: „Skoro ja dostałem tak wiele, z pewnością Czcigodny Nauczyciel otrzymał jeszcze wspanialsze dary.”
Udał się przed oblicze Milarepy i zapytał: „Czcigodny, czy otrzymałeś dzisiaj dużo darów? Czy może należałoby zorganizować dla repów tsok z naszych podarunków?” Milarepa odparł: „Tak zrobimy. Moja część znajduje się w tym wiklinowym pojemniku. Przynieś go, proszę.” W pudełku był kawałek suszonego mięsa, niewielka porcja spleśniałego sera, naczynie ze skwaśniałym piwem jęczmiennym i garść tsampy. Reciunpa poczuł się na ten widok bardzo nieszczęśliwy.
Milarepa zaproponował: „Zjedzmy trochę, aby nasi sponsorzy mogli zgromadzić zasługę.” Reciungpa wręczył odrobinę guru, który natychmiast to zjadł, gdyż było bardzo smaczne. Ale sam apetytu nie miał i czuł mdłości. Wrócił do jaskini i pomyślał: „Biorąc pod uwagę to, jak postępują sponsorzy, chociaż ja nie mogę się równać nawet jednemu skrawkowi ciała guru, który jest jak Buddha, ich dary nie są właściwe. Dotąd zamierzałem pozostać z guru, aby otrzymać pełne instrukcje i służyć mu z całego serca. Ale teraz wydaje mi się, że jeżeli pozostanę dłużej, nie będę mu służył, lecz przyniosę mu wstyd.”
Tak więc Reciungpa wielokrotnie prosił, podając ważne przyczyny, o pozwolenie Czcigodnego Guru na podróż do Tybetu centralnego, by zrobić pielgrzymkę wokół Lhasy, oddać cześć posągom Dzioło i Śakjamuniego, zobaczyć pełen chwały Samje, odwiedzić siedziby Marpy i Ngokpy itd.
Guru powiedział: „Chociaż twoi przyszli uczniowie są w centralnym Tybecie, nie nastał jeszcze czas, byś się miał tam udać, więc nie idź.” Ale Reciungpa nie słuchał. Był uparty. Guru rzekł: „Jeżeli jesteś zdecydowany, by wyruszyć do centralnego Tybetu, aby wyeliminować przeszkody wykonaj sto pokłonów przed moją chatką, sto okrążeń, sto ofiarowań mandali, sto ofiarowań tormy, sto ofiarowań wody, sto posążków tsatsa i sto wyznań. Potem wyruszaj.” Reciunga był niezwykle szczęśliwy, że uzyskał pozwolenie i obiecał wykonać wszystkie zalecenia. Ale następnego ranka zupełnie zapomniał o swej obietnicy i szykował się do drogi, nie wykonawszy ani jednego z tych czynów.
Następnie, nie posiadając nic więcej, założył swe bawełniane szaty, wziął siatkę, czy też torbę oraz notatki z szeptaną linią przekazu pod pachę, przytwierdził do pasa phurbę z akacjowego drzewa i założył czapkę indyjskiego pandity. Udał się do Czcigodnego Guru, by poprosić o błogosławieństwa. Guru pomyślał: „Byłem z Reciungpą bardzo długo i nie wiem kiedy ponownie go zobaczę”, więc towarzyszył mu kawałek, do przełęczy.
Gdy się rozstawali, Milarepa powiedział: „Dziecko, które jest przy matce, rośnie większe. Pisklę wykluwa się łatwiej przy cieple matki. Wielki medytujący nie stoi w obliczu niebezpieczeństwa pułapek, gdy jest z guru. Ale skoro wyruszasz, nie słuchając, nie porzucę cię w mej miłości. Módl się do mnie bez ustanku.” Reciungpa, roniąc łzy, odrzekł: „Nieustająco postrzegam Czcigodnego jako Buddhę. Kiedyś nie miałem nikogo innego, na kim mógłbym polegać i będę to robił do czasu osiągnięcia stanu Buddhy, Czcigodny. Proszę o twoją opiekę i prowadzenie w tym życiu, w kolejnym, a także w bardo.”
Milarepa powiedział: „Skoro upierasz się, by odejść, dam ci błogosławieństwa na podróż. Aby ustanowić pomyślny związek, usiądź na mojej szacie.” Złożył ją i rozpostarł. Reciungpa odparł: „Nie godzi się nawet wkroczyć w cień mistrza, więc jak mógłbym usiąść na jego szacie?” Guru odparł: „Kiedy guru daje zgodę, nie ponosisz winy” i nakazał Reciungpie usiąść. Natomiast sam Milarepa usiadł w pozycji pół-lotosu na kamieniu, gdzie jego ciało odcisnęło widoczny do dzisiaj znak. Następnie zaśpiewał pieśń pomyślności:
Gdy pytają jaka jest moja tradycja, odpowiadam: jest linią złych ludzi, ale dobrego przekazu. Moją tradycją jest wielki Wadżradhara. Niech niesie się pomyślność tej wspaniałej linii! Niech pomyślność nie opuszcza mojego syna Reciungpy!
W ramach pożegnalnej rady Milarepa rzekł: „W Tybecie centralnym zwyczajny pies, suczka, chwyci cię za nogę. Pamiętaj wówczas o swoim guru i o praktyce.” Reciungpa wykonał pokłony i okrążenia, poprosił o błogosławieństwa stóp Milarepy i przed odejściem odmówił modlitwy.
Milarepa pomyślał: „Odwróci się jeden raz. Jeśli nie zostanę tu do tego momentu, będzie nieszczęśliwy.” Więc celowo pozostał na szczycie jaskini, ale Reciungpa nie odwrócił się. „Odchodzi nie spojrzawszy ani razu – pomyślał Milarepa. – Czyżby rozwinął błędne poglądy co do swego guru oraz braci i sióstr w Dharmie? Czy też będzie w stanie przezwyciężyć przeszkody?”
Postanowił więc wyjść mu naprzód i zamanifestował się jako siedmiu bandytów, którzy okradli Reciungpę z jedzenia i ubrań. Reciungpa pomyślał: „To się stało, ponieważ dziś rano nie wykonałem pokłonów i okrążeń.” Zamknął oczy, medytował na guru i poczuł natychmiastową ulgę. Kiedy otworzył oczy, siedmiu bandytów przemieniło się w siedmiu nieznajomych repów. Aby przetestować jego doświadczenie, spytali: „Kim jesteś? Kto jest twoim guru?” Reciungpa pomyślał: „Żaden repa nie mówiłby do mnie w ten sposób. Jedynie manifestacja Czcigodnego.” Więc złożył pokłony. Manifestacje rozpłynęły się, a guru powiedział: „Przybyłem, by cię sprawdzić, gdyż odszedłeś, nie oglądając się ani razu. Ponieważ twoje samaja pozostaje bez uszczerbku, teraz ty i ja jesteśmy nierozdzielni, ze względu na nasze czyste samaja. Wyruszaj do centralnego Tybetu.”
Reciungpa był przeszczęśliwy i, umieściwszy stopy guru na swej głowie, ofiarował liczne modlitwy, nim wyruszył do centralnego Tybetu. Aby tam się dostać, wstrzymał oddech w stanie guru jogi i udał się w podróż za pomocą cudownych mocy (lung gom), przemierzając w jeden dzień odległość, na jaką zwyczajnemu podróżnikowi schodzi miesiąc. Dotarł do Tsangu i prowincji U.
Reciungpa dotarł do Jarlungu i przybył do pałacu o nazwie Kjordem, by prosić o jałmużnę. Kiedy zapukał do drzwi zamku i zaśpiewał melodię, spotkał księżniczkę o imieniu Lhacik Dembu, opiekującą się chorym ojcem, królem. W tamtym momencie była na zewnątrz i doiła dzo. Wystraszyła się i spadła ze stołka. Rozgniewało to ją: „Jogini to zwłoki. Latem żebrzą o białe jedzenie, zimą o kwaśne. Włóczędzy łażący o każdej porze roku.” Chwyciła trochę ziemi w garść, zamierzając otworzyć drzwi i rzucić mu w twarz, lecz kiedy zobaczyła ciało Reciungpy, z każdej strony piękne jak ciało boga, gniew ustąpił i wzbudziła się w niej czysta wiara. „Skąd przychodzisz? Dokąd idziesz? Jak masz na imię?” – zapytała, oglądając go od stóp do głów. Reciungpa odpowiedział: „Przyszedłem od strony Njam. Moim guru jest Milarepa. Ja nazywam się Reciung Dordże Drakpa. Przyszedłem po jałmużnę, gdyż chciałbym złożyć dary i prosić o nauki.”
Księżniczka odparła: „Pozwól, że ja złożę dary.” Przyniosła srebrny talerz wypełniony tsampą i ofiarowała ją wraz z naczyniem. „Guru, zostań na jakiś czas. Pójdę i poinformuję ojca.” Księżniczka udała się do komnaty króla, Tsepo Kjordema i powiedziała: „Ojcze, przybył do nas jogin o imieniu Reciungpa, cudowny człowiek, który zdaje się praktykować medytację i zapewne osiągnął duchową praktykę. Prosi o jałmużnę. Czy myślisz, że jeśli go zaprosimy i poprosimy, by został naszym guru, może to pomóc w twej chorobie?”
Król odpowiedział: „Ostatniej nocy miałem pomyślny sen. Być może wydarzy się coś wspaniałego. Zaproś go do środka i obdaruj, czymkolwiek, co zechce przyjąć.”
Królewna powróciła do Reciungpy: „Guru, czy znasz jakieś lekarstwa? Mój ojciec król nie czuje się zbyt dobrze. Jeżeli wejdziesz i zaproponujesz jakieś sposoby leczenia, ofiarujemy co, tylko przyjmiesz.” Kiedy wszedł i stanął przed królem, ten zapytał: „Guru, skąd przybywasz?” Reciungpa odparł „Przyszedł z miejsca o nazwie Njanang Drophuk.” Król odrzekł: „Mówią, że w tamtym rejonie jest dwóch guru, jeden o imieniu Recien, drugi Reciung. Czyim jesteś uczniem?” (Milarepę określano mianem „Recien – Wielki Odziany w Bawełnę”, a imię Reciungpa znaczy „Mniejszy Odziany w Bawełnę”.)
Reciungpa odpowiedział: „Ten, którego nazywają Guru Recien to Mila Recien (Milarepa), niekwestionowany urzeczywistniony mistrz, powszechnie szanowany. On jest moim guru. Ja mam na imię Reciungpa, jestem synem serca guru.” Król odparł: „W takim razie mam wielkie szczęście, że spotykam cię po tak długim czasie. Gdybym poznał cię wcześniej, być może nie cierpiałbym tak bardzo. Proszę, obejmij mnie swym współczuciem. Cierpię z powodu poważnej choroby. Wszystkie wróżby i przepowiednie mówią, że jeśli poproszę o błogosławieństwo urzeczywistnionego guru, pomoże to. A teraz pojawiłeś się ty. Jeżeli mogę być wyleczony z tej choroby, będę ci służył i obdaruję, czym tylko zechcesz.”
Więc guru Reciungpa wykonał dharani Uszniszawidżai, błogosławieństwo pani Tseringmy oraz oczyszczający rytuał Wadżrabhajrawy. Udzielił królowi abhiszeki i instrukcji recytowania gniewnego Wadżrapaniego o skrzydłach garudy i wykonał praktykę. Po siedmiu dniach choroba króla ustąpiła całkowicie, nie pozostawiając ani śladu.
Król przepełniony oddaniem powiedział: „Nie posiadam syna. Wszystkie moje ziemie i bogactwo ofiarowuję tobie. Proszę, byś przyjął wszystko, włącznie z moją córką, księżniczką, jako twą partnerką.” Przekazał więc pałac Kjordem oraz księżniczkę, która była najpiękniejszą z kobiet, oraz wszystkie swe posiadłości. Guru Reciungpa je przyjął, obiecując, że będzie się o nie wszystkie troszczył i, pod patronatem króla zbudował jaskinię Reciung, gdzie przebywał przez około trzy lata.
Pewnego razu pojawił się trędowaty żebrak, którego pochodzenia nikt nie znał. Przychodził codziennie, by prosić o nauki, ale nikt nigdy nie widział gdzie udawał się nocą. Przychodził do guru Reciungpy regularnie, mówiąc: „Proszę, obejmij mnie swym współczuciem.” Za którymś razem guru zapytał: „Zawsze mówisz to samo. Czego tak naprawdę pragniesz?” Trędowaty żebrak odparł: „Potrzebuję takiego bogactwa, które uwolni mnie z nędzy w tym życiu.” Guru Reciungpa odpowiedział: „Dobrze, skoro przychodzisz w każde miejsce, w jakie się udam, kiedy uzyskam bogactwo z darów, przekażę ci je.”
Żebrak odrzekł: „Proszę, pamiętaj o tym. Poproszę cię o to.” Tak się złożyło, że jego życzenie zostało spełnione. Nieco później, w miejscu o nazwie Gangra Drongmar w Jarlungu, pewne starsze bezdzietne małżeństwo miało wielki turkus, nazywany „płonącym blaskiem ognia”, wielkości piąstki dziecka. Nie czuli się z tym dobrze i zastanawiali się co powinni uczynić. Starszy mężczyzna stwierdził: „Nie ma co chować go pod ziemią. Jeżeli zostawimy go tutaj, ryzykujemy, że wybuchnie konflikt między krewnymi i sąsiadami. A skoro w okolicy przebywa tak wspaniały guru, może powinniśmy jemu go ofiarować.” Staruszka odparła: „Myślałam dokładnie to samo, ale nie mogłam tego powiedzieć. Zróbmy tak, jak proponujesz. Od jutra będziemy jednomyślni. Przygotujmy szybko ucztę, zaprośmy guru i przekażmy mu dar.”
Więc starsze małżeństwo zaprosiło wszystkich mieszkańców wioski, guru wraz z uczniami, rodzinę królewską i ministrów. Wszystko przygotowali właściwie: jedzenie, picie i rozrywki. Złożyli przed guru wiele darów, a w tajemnicy przekazali mu wielki turkus „płonący blask ognia”. Kątem oka zobaczyła to księżniczka, ale nawet asystenci nic nie widzieli. Kilka dni później pojawił się trędowaty żebrak i w sekrecie poprosił guru: „Jak prosiłem cię poprzednio, miej współczucie i oddaj mi ten turkus.” Reciungpa, kierując się współczuciem i szczodrością, oddał mu szybko kamień, mówiąc: „Nie zostawaj tu, lecz szybko odejdź w inne miejsce. Jeśli asystenci się dowiedzą, przyjdą i odbiorą ci go.” Żebrak zniknął natychmiast i nikt nie wiedział dokąd się udał.
Guru przekazał nauki starszemu małżeństwu i instrukcje dotyczące przeniesienia świadomości, by mogli w momencie śmierci odnaleźć właściwą drogę.
Księżniczka Lhacik pomyślała: „Jak mogłabym zdobyć ten turkus, który starsi ludzie ofiarowali guru? Skoro guru i tak go nie nosi, muszę go dostać.” I chociaż uciekała się do rozmaitych metod i oszustw, nie zdołała zdobyć kamienia. Nie mogła zapytać o niego wprost, a wszelkie ofiarowane przez nią usługi i okazywany szacunek nie pomogły. Pewnego dnia, kiedy guru Reciungpa udał się na spoczynek, Lhacik, pragnąc odnaleźć turkus, otworzyła zawiniątko i sprawdziła co w nim jest. Nie było tam wielkiego turkusu ofiarowanego przez starszą parę, ale był mniejszy, przypominający sylwetkę lwa. Zachwycona, testowała go na uchu, na szyi, na czole i przeglądała się w lustrze, zastanawiając się gdzie będzie najlepiej pasował. Następnie odłożyła go ponownie na miejsce, ukrywając swe działania. Pomyślała: „Chociaż nie ma tu nigdzie tego drugiego turkusu, ten jest całkiem podobny. Muszę go jakoś zdobyć.”
Wówczas powrócił guru, a towarzyszyło mu wielu biednych, niepełnosprawnych żebraków, trzymających go za szaty. „Czcigodny guru, daj nam coś, co łatwo jest ukryć, co jest lekkie oraz przyniesie zysk.”
Guru, przepełniony wielkim współczuciem, powiedział: „Przyjdźcie wszyscy na tyły pałacu.” Wziął z zawiniątka przypominający lwa turkus, ukrył w kulce ciasta, rzucił za siebie i rzekł: „Nie jedzcie tej tsampy tutaj, idźcie gdzie indziej i tam spożyjcie.” Niektórzy żebracy mówili: „Prosiliśmy guru Reciungpę o zabezpieczenie losu, a dostajemy jedynie resztki jedzenia. Na dodatek mówi nam, że nawet tego nie powinniśmy spożywać tutaj. Jaki to ma mieć pożytek? Równie dobrze możemy zjeść to ciasto tu.” Jeden ze starszych stwierdził: „Reciungpa jest prawdziwym Buddhą. Nie należy postępować wbrew jego słowom. Kto wie, co to ciasto może zawierać?” Udał się w odosobnione miejsce i tam rozerwał ciasto, w którym znalazł przypominający sylwetkę lwa turkus. Zabrali go na północ, do Uru i tam sprzedali, uwalniając wszystkich żebraków od ubóstwa. W ten sposób powstała tzw. społeczność żebraków w Uru.
Na tym historia się nie kończy. Na jarmarku zorganizowanym z okazji konsekracji świątyni Dziaser w dolinie Jarlungu odbywał się konkurs piękności i Lhacik zapragnęła wziąć w nim udział. Zwróciła się do guru Reciungpy: „Guru, proszę, skończ jutro swoją medytację wcześniej, ponieważ udaję się na festyn. Mój ojciec ma konie, stroje i biżuterię. Ja zabiorę służbę. Ty powinieneś reprezentować tam mężczyzn. Nie ma nikogo przystojniejszego od ciebie i nikogo piękniejszego ode mnie. Już poprzednio wygrałam wiele konkursów piękności. Proszę, przyjedź tym razem, a wygram ponownie. Proszę, użycz mi również turkusu, który otrzymałeś od starszego małżeństwa i tego, który nosisz w swoim zawiniątku.”
Wiele razy w ten sposób prosiła, aż guru w końcu powiedział: „Turkus ofiarowany przez starszych ludzi oddałem trędowatemu, nie ma go. Turkus z zawiniątka oddałem żebrakom, też go nie ma. Poprosiłaś za późno. Jeżeli chcesz jechać na festyn, jedź. Ja nigdzie się nie wybieram. Największy spektakl to spoglądanie we własny umysł.” Usłyszawszy, że turkus został oddany, Lhacik była bardzo niezadowolona, a jej twarz pociemniała, jak uschnięte drzewo. „To ty jesteś prawdziwym żebrakiem” – powiedziała i odeszła.
Nocą guru pomyślał: „Zasadniczo dobra materialne są podstawą negatywnych stanów umysłu i są niczym szybkowar, w którym gotuje się cierpienie. Wywołujące pożądanie bogactwo prowadzi do cierpienia w tym i w kolejnych żywotach, więc bardzo dobrze, że je oddałem. Kobiety często są chciwe i skąpe. Lhacik jest bardzo przywiązana do turkusów i biżuterii, i jest wielce nieszczęśliwa.”
Lhacik była przepełniona negatywnymi uczuciami wobec Reciungpy. Myślała sobie: „Kiedy przybył tu po raz pierwszy, był żebrakiem. Ale ja dałam mu najlepsze pożywienie, ubrałam w najlepsze szaty i ofiarowałam królewską władzę i autorytet. A on nie chce dać mi nawet dwóch turkusowych kamieni. Stał się bardzo arogancki.” Była tak wściekła, że kolejnego ranka, choć dotąd sama przynosiła mu tylko najlepsze jedzenie, wysłała służącego z marną herbatą. Ponieważ Reciungpa nie zakończył jeszcze medytacji, nie wypił jej.
Wszyscy byli w drodze na festyn – mężczyźni jechali konno, a wszystkie piękne kobiety ustroiły się w turkusy i klejnoty. W Lhacik wzbierał coraz większy gniew. Chciała jechać na festyn, ale nie mogła i ostatecznie tego nie zrobiła. Przyniosła Reciungpie bardzo podłe jedzenie i picie. „Ty samolubny żebraku z nie wiadomo skąd! Oddałeś dwa turkusy żebrakom. Czy ty nie jesteś prawdziwym żebrakiem? Zdaje się, że okazałam ci za dużo szacunku i za bardzo usługiwałam. Jeżeli doskonałe posiłki nie sprawiają radości żebrakowi, to jedz to.” Postawiła posiłek przed nim i odeszła. Widząc to i słysząc jej pełne urazy słowa i urągające zachowanie, bardzo posmutniał, ale jedzenie i picie potraktował jako dobry znak.
Po jakimś czasie zapytała służącej: „Czy zjadł?” Służąca odrzekła, że nie zjadł. Lhacik ogarnęła wściekłość, chwyciła za wierzbowy kij i poszła do Reciungpy. Pomyślała: „Jeżeli wstanie, nie poradzę sobie. Nie mogę pozwolić mu wstać.” Po czym uderzyła go trzy razy. Mata do medytacji Reciungpy rozleciała się jak ptasie pióra. Rzuciła mu w twarz ziemię i siano, oblała piwem i obrzuciła warzywami. Następnie biła go nieustająco trzciną, jakby młóciła zboże, aż trzcina pękła na trzy części. Reciungpa był cały w ranach i krwawił.
Guru pomyślał: „Jeżeli jej odpowiem, złamię samaja. Zapewne wypełniła się właśnie przepowiednia o nieudawaniu się do centralnego Tybetu i ostrzeżenie o przeszkodach, jakie będzie stwarzać zwyczajny pies, suczka.” Postanowił opuścić Lhacik Dembu i wrócić do swego nauczyciela, czcigodnego Milarepy. Kiedy szykował się do drogi, Lhacik myślała: „Ten człowiek, który nie ma żadnego przywiązania, jest gotów odejść. Powinnam zabrać jego książkę z instrukcjami, którą tak ceni.” Zabrała ją, ale on odszedł, nie przywiązując się nawet do niej. „On od początku nie był do niczego przywiązany. Dlatego oddał również turkusy. To jest tak naprawdę moja wina.” Chociaż błagała go, by nie odchodził, nie odniosło to skutku i powoli zabierał się do drogi. Przy przeprawie promowej Njangpo Reciungpa przekroczył rzekę, korzystając z cudownych mocy, a ona nie mogła za nim podążyć. W rozpaczy zawróciła. A Reciungpa udał się do jaskini Drilcie, gdzie przebywał Milarepa.
Po tym jak Reciungpa uciekł od Lhacik i dotarł do swego guru, nie uzyskał audiencji przez piętnaście dni. Pewnego dnia nakazano mu przynieść dary na tsok i udał się na spotkanie z guru wraz z innymi praktykującymi. Guru stworzył mandalę Czakrasamwary i powiedział, że udzieli Reciungpie abhiszeki. A na talerzu ofiarnym mandali leżał wyraźnie widoczny turkus przekazany poprzednio trędowatemu żebrakowi! Ciało Reciungpy przeszył dreszcz. Ten żebrak był emanacją Milarepy! Jego przywiązanie do samsary natychmiast zniknęło, a pragnienie wygód nigdy nie wróciło.
Następnie guru powiedział: „Ty Reciungpo jesteś moim pierwszym uczniem, więc cokolwiek się wydarzy, nie mogę się ciebie wyrzec. Chociaż za dużo podróżujesz, jesteś moim synem serca. Ponieważ masz odrobinę współczucia oraz wiarę w guru, ale wciąż kierujesz się dualistycznym patrzeniem, znalazłem w tobie oparcie, a ty znalazłeś oparcie we mnie.” Po czym zaintonował pieśń:
Wielka jest potęga błogosławieństw ojca Marpy.
Wspaniały jest rdzeń cudownych mocy Mili.
Wielkie jest współczucie i szczodrość Reciungpy.
Turkus oddany żebrakowi był tak naprawdę od Mili.
Dziś składaj dary na abhiszekę Czakrasamwary.
Wcześniej Reciungpa czuł się zbyt zawstydzony, aby przemówić. Ale po pieśni guru poczuł pewność i złożył wyznanie przed guru i uczniami mandali. Guru był z tego zadowolony i powiedział: „Powiedzenie: ‘Upadki uczonych są najcięższe’ odnosi się do ludzi takich, jak ty.” Udzielił abhiszeki około pięćdziesięciu uczniom, którzy jak jeden byli zdania, że ta noc była pełna radości. Następnie praktykujący Sziła Y zapytał: „Wielu joginów i joginek żyje wspólnie. Jako że wyznaliśmy nasze upadki przed mistrzem i uczniami, jakie jest znaczenie tego wszystkiego?” Czcigodny guru udzielił wskazówek: „Jeżeli nie znacie czasu na praktykę Dharmy, wszystko staje się niewłaściwym postępowaniem. Praktyka Dharma wymaga właściwej pory.”
Jak najlepiej postępować, gdy jest trudno
Oczywiście wypełnianie wszystkich instrukcji guru jest trudne. Nawet kiedy guru mówi: „Praktykuj Dharmę. Utrzymuj ślubowania i samaja”, może być to wyzwaniem. A gdybyśmy mieli wypełniać podobne polecenia, jakie Tilopa dawał Naropie lub Marpa Milarepie, byłoby to jeszcze trudniejsze.
Mając to na uwadze, Dzie Tsongkhapa mówi:
Uczniowie odznaczający się wielką inteligencją, a więc wielką pradżnią, wypełniają polecenia guru z wielkim wysiłkiem. Słuchają i postępują zgodnie z nimi. Nie ma w tym jednak braku woli. Robią to z wielką radością i w poczuciu szczęścia. Możemy się czasem zastanawiać: czy mamy wypełniać je wszystkie? Nawet jeśli polecenie nauczyciela jest zgodne z Dharmą, lecz niezależnie od tego, jak się staramy, nie jesteśmy w stanie mu podołać, należy wyjaśnić prostymi słowami dlaczego nam się nie udaje. Jeśli tak uczynimy, nie ma w tym winy.
Jeżeli czegoś nie jesteśmy w stanie osiągnąć właściwymi metodami, lecz jest to polecenie niedharmiczne, należy postępować jak opisano to wyżej i nie angażować się w takie działanie.
Należy pamiętać o jednym: zasadniczo, kiedy dharmiczny, posiadający wszelkie kwalifikacje guru przekazuje nam wskazówki dotyczące praktyki, a my robimy wszystko, co w naszej mocy, by je wypełnić, to wystarczy. Nie ma co do tego wątpliwości. Jeżeli staramy się i wkładamy w to ogromny wysiłek, ale wciąż nie udaje nam się osiągnąć rezultatu, nie ma w tym żadnej winy. Tak mówią teksty.
Na przykład, kiedy Nagtso Lotsała obiecał opatowi Wikramaśili, że po trzech latach przyprowadzi Atiśę z Tybetu z powrotem do Indii, ostatecznie nie był w stanie tego uczynić, ponieważ w Nepalu wybuchła wojna i pojawiły się inne okoliczności. Przez to Nagtso Lotsała popadł w ogromny stres i bardzo osłabł. Atiśa wytłumaczył mu jednak, że jeżeli nie jesteśmy w stanie czegoś osiągnąć, w takim wypadku nie ma w tym naszej winy.
Jeżeli zrobimy wszystko, co w naszej mocy, ale nie możemy zakończyć tego, o co zostaliśmy poproszeni, nie jest to problemem. Chodzi o to, że obecnie jest wielu ludzi udających wykwalifikowanych guru, choć w rzeczywistości nimi nie są. Oszukują wiele osób, mówiąc na przykład, że potrzebują pieniędzy albo jakiegoś stanowiska. Domagają się majątku i prestiżu, więc mówią: „Musisz zrobić dla mnie to i to. W przeciwnym razie łamiesz samaja.” Takich historii jest wiele. Oczywiście jest to ogromna krzywda dla nauk Buddhy w ogóle, a dla buddyzmu tybetańskiego w szczególności, więc nie możemy tak po prostu mówić: „rób, cokolwiek guru nakaże.” Należy zawsze dobrze się zastanowić co w takich sytuacjach trzeba uczynić. Dobrze jest pamiętać w tym kontekście, że w historii wadżrajany mieliśmy nieraz joginów angażujących się w tego rodzaju mające zniewalać działania, kiedy też pili alkohol, brali kochanki, a czasem nawet zabijali istoty.
Na przykład, kiedy matka Dagmema (Nairatmja) posłała Milarepę, aby poprosił lamę Ngokpę o nauki, nauczyciel powiedział: „Dziś pewna grupa kupców wyrządziła krzywdę moim mnichom. Spuść na nich burzę gradową, a przekażę ci instrukcje, które znam.” Nie będąc w stanie odmówić guru, Milarepa wywołał gradobicie, po którym zniszczone zostały wszystkie pola w regionie i zginęło wiele istot, w tym ptaki na niebie i myszy na ziemi.
Dzietsyn, wielki czarnoksiężnik, rozgniewał się i udał do stóp wzgórza. Zebrał tyle martwych ptaków, ile mógł, położył przy drzewie i zwrócił się do lamy Ngokpy: „Czy kiedy przychodzę prosić o buddyjskie nauki, muszę dokonywać takich okropnych czynów, które przyspieszają drogę do piekieł i czynią je jeszcze głębszymi? Gdzie mam teraz iść?”
Guru krzyknął: „Och, nie martw się. Wrzuć te martwe ptaki w ogień.” Kiedy wszystkie ptasie zwłoki znalazły się w ogniu, guru pstryknął palcami i ptaki natychmiast odleciały w niebo, trzepocząc skrzydłami. Przyniosło to Milarepie pewną ulgę.
Można by zapytać: „Czy nie było tak, że Dzietsyn Milarepa rzucał uroki, kiedy była taka potrzeba i zsyłał burze gradowe, aby wypełnić polecenia Marpy i Ngokpy? Czyż nie były to błędne działania?” Odpowiedź brzmi: guru, tacy jak Marpa i Ngokpa, nie byli zwyczajnymi nauczycielami. Byli wyjątkowymi guru, posiadali cudowne moce i potrafili przemienić brak czyjejś wiary, wskrzeszać zmarłych i panować nad żywiołami. Z perspektywy guru było to więc coś innego.
Dzietsyn Milarepa również miał głęboką wiarę, widząc guru jako rzeczywistego Buddhę, więc również z perspektywy ucznia jego wiara i zaufanie nie miały sobie równych. Kiedy te warunki nie są spełnione, bezmyślne podążanie za wszystkimi instrukcjami wypowiadanymi przez guru, których kwalifikacje są niepełne, nie ma sensu. Początkowo udawanie, że ich słuchamy, lecz później utrata wiary sprawiają, że zarówno guru, jak i uczeń spadają w niższe sfery egzystencji.
Jego Świątobliwość przytoczył tybetańskie przysłowie: „Lis, który skacze tam, gdzie lew daje susa, złamie sobie kark.” Dlatego ważne jest, by praktykować zgodnie ze swoim poziomem. Lepiej jest wypełniać dokładnie dharmiczne wskazówki guru, jak tylko jest to możliwe, i unikać niedharmicznych zaleceń. Przyniesie to więcej pożytku i mniejsze ryzyko.
W momencie, kiedy tłumacz Marpa tak fatalnie traktował Milarepę, nie wyglądało to dobrze. Jednak z czasem takie działania powinny ukazać swój sens. Jeśli wraz z upływem czasu jest tylko gorzej, nie jest to właściwe.
Kiedy tak się dzieje, osoby noszące tytuł lamy czy tulku, w tym i ja, nie powinny na pierwszy plan wysuwać własnych interesów, lecz kierować się czystą altruistyczną intencją i autentycznym współczuciem dla nauk ogólnie, wszystkich istot, a w szczególności tych, którzy w nas wierzą. Jest to niebywale ważne.
Ogólnie, oszukiwanie tych, którzy nam ufają, a zwłaszcza wykorzystywanie świętej Dharmy, by szkodzić istotom i jeżeli to przynosi szkodę naukom, jest oczywiście niesłychanie negatywnym czynem. Jeżeli myślimy: „Jestem lamą i cokolwiek robię, jest w porządku”, to oszukujemy samych siebie.
Lama ma odpowiedzialność i powinności samaja. Pięćdziesiąt strof o guru mówi: „Ponieważ zarówno guru, jak i uczeń podobnie złamią samaja.” To oznacza, że nie tylko uczeń może złamać samaja, ale również guru.
Nie powinniśmy również zbytnio się martwić co mamy zrobić, jeśli guru przekazałby nam podobne polecenia, jak Tilopa Naropie, czy Marpa Milarepie. Tamta epoka już się skończyła, to wydarzyło się dawno temu. Nawet w ich biografiach zostało odnotowane, że Marpa zwrócił się do Milarepy: „Nie rób innym tego, co Tilopa robił Naropie, a ja tobie.”
W Amdo był pewnego razu uczeń Laciena Drokmiego Śakji Jeszie, który był źródłem nauk sakji o ścieżce i jej rezultacie. Miał na imię Drom. Praktykował czarnoksięstwo i wyzwolił (zabił) jednocześnie dwudziestu pięciu wrogów. Cieszył się wielką sławą, więc wiele osób przynosiło mu dary. Jednak ogarniał go coraz większy smutek i w końcu zabrał żonę i trzydzieści osób ze swej świty, aby poprosić o nauki Laciena Drokmiego w klasztorze Njugulung w zachodnim Tybecie. Po drodze również wielu ludzi przynosiło mu dary, więc przywiózł je ze sobą do Drokmiego. Za każdą sesję nauk ofiarował prawie pół kilo złota, ale wystarczyło mu tylko na cztery sesje. Kiedy złoto się skończyło, zapytał Laciena Drokmiego czy mógłby ofiarować coś innego w zamian. Lacien odparł: „Jeśli Tobie skończyło się złoto, mnie skończyła się Dharma.”
Tak więc Drom kupił złoto od żony Drokmiego, ofiarował je i otrzymał kompletne nauki. Kiedy żona Droma zmarła, przekazał Lacienowi Drokmiemu jej biżuterię. Służył mu przez osiem lat, po czym postanowił powrócić do domu i zanieść tam teksty dharmiczne. Poprosił więc Laciena Drokmiego o użyczenie trzech koni na podróż. Jednak nauczyciel odmówił: „Nie jest właściwe, aby guru ofiarował dary uczniowi. Nie wracaj do domu, zostań tutaj.” Ludzie w otoczeniu Droma byli poirytowani zachowaniem Laciena Drokmiego i bardzo go krytykowali.
Drom był bezradny i nie wiedział co robić. „Odtąd, nawet gdyby Njugulung był Bodh Gają, a Lacien Drokmi Buddhą Śakjamunim, nie mogę tu znowu przychodzić, bo zostałem żebrakiem i byłbym zbyt zażenowany, by wracać pieszo do domu.” Udał się więc do Dingri, a ponieważ był dobrze znany jako uczeń Drokmiego, wielu ludzi prosiło go o nauki i ofiarowało dary. Kiedy tylko udzielił nauk i najważniejszych instrukcji, jakie przekazał mu Drokmi, złamał samaja, z nosa puściła mu się krew i zachorował.
Następnego ranka doświadczył jasnej wizji: „Mój guru jest Wadżradharą, a ja go nie doceniłem i nie widziałem tego. To mnie zrujnowało. Ale on ochroni mnie w bardo.” Ludziom w swoim otoczeniu powiedział: „Oddajcie wszystko, co posiadam i te kości jemu. Jeżeli poprosicie go o instrukcje, przekaże je wam bez tych trudności, przez które ja musiałem przechodzić.” Po czym zmarł. Kiedy jego szczątki poddano kremacji, spadł deszcz kwiatów.
Uczniowie zabrali prochy i dary do Njugulungu. Nadchodzili od strony doliny, grając na konchach. W tym czasie Drokmi robił tormę i stwierdził: „Wygląda to tak, jak gdyby wyciągali ze mnie esencję.” Wysłał więc swoich uczniów, aby sprawdzili co się dzieje. Uczniowie Droma opowiedzieli mu całą historię i ofiarowali klejnoty. Drokmi wziął szczątki Droma na swą szatę, mówiąc: „Synu, czy wróciłeś do ojca?” I zapłakał. „Mój guru nakazywał mi sprawdzać naczynie, ale ja sprawdzałem go za bardzo i to stworzyło problemy. Jeżeli ktoś z was pragnie otrzymać kluczowe wskazówki, dam je.” Niewielu poprosiło o instrukcje. Chcieli otrzymać abhiszekę Hewadżry, której Drokmi udzielił. Z tej historii wynika więc, że również Lacien Drokmi zdawał się żałować, że zbyt rygorystycznie sprawdzał swych uczniów.
Obecnie bardzo rzadko znajduje się przykłady takich relacji guru-uczeń. Ponieważ żyjemy w epoce upadku, a nauki Buddhy rozprzestrzeniły się nie tylko w Tybecie, lecz wszędzie na zachód i wschód, sądzę, że aby przynieść pożytek ludziom z różnych kultur i grup etnicznych, należy kierować się zręcznymi metodami, a nie po prostu hołdować starym tradycjom.
W szczególności późniejsza tradycja buddyzmu tybetańskiego nie tylko praktykuje samą tajemną mantrę, lecz także połączenie sutr i tantr, pogląd, medytację i postępowanie bez sprzeczności. Przede wszystkim linia dakpo kagju łączy ustne instrukcje pochodzące od Marpy i Milarepy (ojca i syna) ze stopniową ścieżką kadampów, której źródłem był mistrz Atiśa (Dzioło). Jako że praktykuje się je jako jedną tradycję, mówi się o niej, że „kadam i kagju zlały się w jedną rzekę.”
Dlatego nie tylko pod względem wewnętrznej praktyki, lecz i zewnętrznego postępowania należy być czystym i inspirować wiarę i przejrzystość w postrzeganiu przez innych, działać zgodnie z Dharmą i przynosić pożytek tylko naukom. Jest to siła życiowa tradycji buddyzmu tybetańskiego.
Jeżeli guru wykazuje właściwości urzeczywistnienia, jasnowidzenia i widoczne oznaki osiągnięcia, sprawa wygląda inaczej. W innych przypadkach należy być ostrożnym i uważać na tych, którzy jedynie noszą tytuł guru, a postępują niestosownie. Nawet kiedy już kogoś uznaliśmy za swojego nauczyciela, ważne jest, by sprawdzać czy to, co mówi jest zgodne z Dharmą. Ponadto, jeśli podążamy za guru na tyle, na ile to możliwe, zwłaszcza w kategoriach dharmicznych, wiele z tych trudności w naturalny sposób się rozwieje.
Tak czy inaczej, jeżeli nie mając wiedzy jaki jest guru, od samego początku rzucamy się, by robić wszystko, co mówi i naucza, może to w dzisiejszych czasach być bardzo niebezpieczne, o czym wszyscy wiemy.
Podsumowując, według tradycji ustnego przekazu niektórych guru, wadżrajana przypomina węża w żelaznej tubie – można albo pójść w górę ku Przebudzeniu, albo spaść w dół do piekieł bez niczego pomiędzy. Jest powszechnie wiadome, że wadżrajana jest niezwykle rygorystyczna i przeznaczona jest dla osób o najwyższych umiejętnościach. Nie jest właściwą ścieżką dla każdego. Utrzymujemy kto jest naszym guru i jakiego mamy jidama w tajemnicy, ponieważ niewielu wie jak należy praktykować i potrafi sobie z tym poradzić. Ponadto istnieje wielkie niebezpieczeństwo błędnego zrozumienia i niewłaściwego wykorzystania wadżrajany. Trzeba więc zachować ostrożność. Zarówno Buddha, jak i wielcy uczeni mówili, że tajemnica i prywatność są tu bardzo ważne.
Dlatego jeśli spotkamy dobrego guru i we właściwy sposób za nim podążamy, jak mówi o tym Pięćdziesiąt strof o guru, w najlepszym wypadku możemy osiągnąć Przebudzenie. Z drugiej strony, jeżeli spotkamy fałszywego guru lub nie mającego właściwych kwalifikacji i oszukującego uczniów, stajemy przed ryzykiem zmarnowania i tego i kolejnych wcieleń. A więc w całym tym procesie należy zachować dużą ostrożność.
Nie mówię wam dzisiaj, abyście oddawali wszystko, co posiadacie guru, poświęcali absolutnie wszystko dla nauczyciela i robili wszystko, co guru mówi. Jednak w tej epoce, kiedy nadal mamy pewną liczbę wykwalifikowanych guru wokół nas, ważne jest i dla nas i dla innych, abyśmy podjęli wysiłek właściwego podążania za guru, pełen znaczenia i bez niepotrzebnego łamania samaja. Nawet jeżeli nie potrafimy zrobić tego w stu procentach, jak to opisuje Pięćdziesiąt strof o guru. Jest to główny powód, dla którego pragnąłem omówić ten tekst właśnie teraz.

